Nela znajduje w lesie srebrną rakietę i spotyka małego kosmicznego gościa. Gdy w środku miga tajemnicza mapa, zaczyna się niezwykły start.
Pewnego ciepłego popołudnia Nela biegała po lesie niedaleko domu. Słońce kładło złote plamy na mchu, a między gałęziami śpiewały ptaki. Nela chciała już wracać, gdy nagle coś srebrnego zamigotało w trawie.
Zatrzymała się jak wryta. Pomiędzy drzewami stała mała rakieta. Naprawdę mała. Miała błyszczący kadłub, okrągłe okienka i drzwiczki z czerwonym guzikiem. Na guziku było tylko jedno słowo: „Start”.
Nela podeszła bliżej. Serce biło jej szybciej z ciekawości. Delikatnie dotknęła guzika. Drzwiczki otworzyły się z cichym sykiem.
W środku siedział malutki stworek z niebieskimi czułkami i wielkimi, lśniącymi oczami. Uśmiechnął się do niej od ucha do ucha i pomachał łapką.
– Cześć! Jestem Bobo z planety Zumbum – powiedział cienkim głosikiem. – Zgubiła mi się gwiazdka. Bez niej nie mogę wrócić do domu.
– Pomogę ci – szepnęła Nela i weszła do środka.
W tej samej chwili rakieta zadrżała lekko. Na ścianach zapaliły się kolorowe światełka: niebieskie, zielone i żółte. Pulpit zamigotał, a na ekranie pojawiła się mapa. Na środku świeciła jedna mała, pulsująca kropka.
Bobo pochylił się nad mapą i nagle bardzo ściszył głos.
– Widzisz? To chyba tam... ale dlaczego kropka właśnie teraz zaczyna się ruszać?