Nela i Zagubiona Gwiazda

Nela i Robo lecą rakietą za tajemniczym światłem, które pojawiło się na niebie. Na małej, obcej planetce czeka na nich coś dziwnego i bardzo niepokojącego.

Nela mieszkała w małym domku pod wielkim, gwiaździstym niebem. Jej najlepszym przyjacielem był kotek Robo. Potrafił mówić, mrugał jak lampka i świecił w ciemności delikatnym, niebieskim blaskiem.

Pewnej nocy Nela zerwała się do okna. Po niebie sunęło kolorowe światło. Kręciło się jak wirująca wstążka i zostawiało za sobą długi, migoczący ogonek.

– Robo, patrz! – szepnęła Nela.

Robo wspiął się na parapet i zmrużył oczy.

– To nie jest zwykła gwiazda. Ona chyba coś gubi – powiedział cicho.

Nela nie mogła o tym zapomnieć. Rano, kiedy tata wyszedł do pracy, pobiegła z Robo do ogrodu. Stała tam mała rakieta, którą tata zbudował z błyszczących części i kolorowych światełek.

– Tylko na chwilę – powiedziała Nela, wkładając łapkę Robo do swojej dłoni.

Wcisnęła zielony guzik.

Rakieta zamruczała, zadrżała i lekko uniosła się nad trawą. Potem pomknęła w górę, coraz wyżej i wyżej. Dom zrobił się malutki jak pudełko zapałek, a chmury wyglądały jak puszysta wata cukrowa.

Za oknem migały planety w czerwieni, błękicie i złocie. Robo, bardzo poważny, nucił pod nosem kosmiczną melodię.

Nagle przed nimi rozbłysło to samo kolorowe światło. Rakieta skręciła i miękko usiadła na maleńkiej, nieznanej planetce. Pachniała słodko, jak ciepłe pianki.

Na środku, na srebrnym piasku, leżało coś małego i błyszczącego. Wyglądało jak gwiazdka, ale miało paski we wszystkich kolorach tęczy i cicho dzwoniło przy każdym podmuchu.

Nela przykucnęła obok.

– Robo… co to jest? – wyszeptała.

Kot tylko nastawił uszy.

Wtedy zza wielkiego fioletowego kamienia wychylił się cień. Coś zaszeleściło w ciszy, bardzo blisko rakiety…