Ola znajduje w ogrodzie niebieskie drzwi, za którymi czeka dziwny kot i świat pełen latających kotów oraz gadających kwiatów.
Ola miała siedem lat i głowę pełną pomysłów. Najchętniej biegała po swoim ogrodzie, między pachnącymi różami, drobnymi stokrotkami i starym orzechem, którego gałęzie szumiały jak szeptane sekrety.
Tego popołudnia było ciepło i jasno. Słońce leżało na trawie jak złoty koc. Ola szukała czegoś niezwykłego, kiedy za gęstymi krzakami malin mignęło jej coś niebieskiego.
Zatrzymała się. Mrugnęła raz. Potem drugi.
Za malinami stały drewniane drzwi. Nikt ich wcześniej tam nie postawił. Były pomalowane na błękitno, miały złotą klamkę i małą girlandę dzwoneczków, które cicho dźwięczały, choć w ogrodzie prawie nie było wiatru.
Ola podeszła wolno. Zza drzwi dochodziło miękkie mruczenie, jakby ktoś śmiał się bardzo cichutko.
Położyła dłoń na klamce. Była chłodna i gładka. Nacisnęła ją ostrożnie.
Drzwi uchyliły się same.
Po drugiej stronie siedział kot. Ale nie taki zwyczajny. Miał skrzydła jak motyl, ogon w paski i wielkie żółte oczy, które błyszczały jak dwa małe słoneczka.
Za jego plecami rozciągała się łąka pełna ogromnych kwiatów. Jeden różowy kwiat kiwał się i chichotał. Inny miał oczy i patrzył prosto na Olę. Nad trawą przelatywały kolorowe bańki, a gdzieś dalej coś srebrzyło się i migało między płatkami.
Ola wstrzymała oddech.
Kot odsunął się o krok i szerzej otworzył drzwi.
Zza progu dobiegł ją teraz jeszcze jeden dźwięk. Ktoś zawołał jej imię.