Niesforne Skarpetki w Krainie Prania

Franek szuka swojej ulubionej skarpetki w żółte ślimaki, ale trafia na ślad prowadzący prosto do pralni. A tam skarpetki najwyraźniej urządziły sobie własne, bardzo podejrzane przyjęcie.

Franek miał dziś sprawę najwyższej wagi: musiał odnaleźć swoje ulubione niebieskie skarpetki w żółte ślimaki. Bez nich dzień od razu robił się jakiś krzywy. Otworzył szufladę, zajrzał do środka i zmarszczył nos. Była tylko jedna skarpetka. Druga zniknęła.

Franek zajrzał pod łóżko. Nic. Spojrzał za szafę. Tylko zakurzony klocek. Wsadził rękę do buta, ale wyciągnął wyłącznie szary kłębek paprochów. Już miał westchnąć, kiedy usłyszał coś bardzo dziwnego. Z łazienki dobiegało ciche chichotanie.

Na paluszkach podszedł do drzwi. W środku coś zaszeleściło, potem pralka cicho stuknęła, jakby sama chciała powiedzieć: „nie zaglądaj”. Franek uchylił drzwi i zamarł. Spod pralki wystawał kawałek niebieskiego materiału.

Pralkę właśnie zaczęło trząść tak, jakby w środku ktoś tańczył krakowiaka. Nagle drzwiczki podskoczyły, a z wnętrza wyleciała cała chmara kolorowych skarpetek. Jedna miała na głowie czapeczkę z piany. Druga wirowała w kółko jak bączek. Ta w ślimaki stała na środku i wyglądała, jakby była szefową całego zamieszania.

Franek zrobił krok do tyłu. Skarpetki zatrzymały się naraz i spojrzały prosto na niego. A potem, zupełnie jakby coś wymyśliły, ruszyły w jego stronę...