Nikodem zauważa za swoim oknem coś, czego nie da się wyjaśnić zwykłym porankiem. A kiedy pojawia się złota koperta, wszystko robi się jeszcze bardziej tajemnicze.
Nikodem lubił patrzeć przez okno, zwłaszcza rano, kiedy słońce kładło na ścianach ciepłe, złote plamy. Tego dnia świat wyglądał prawie tak samo. Prawie.
Na starej jabłonce, tuż przy szybie, siedziała mała, błyszcząca niebieska wiewiórka. Jej ogon był puchaty jak chmurka, a na głowie miała miniaturowy złoty kapelusik, który co chwilę przekrzywiał się na bok. Nikodem zmrużył oczy. Potem przetarł je palcami. Wiewiórka nadal tam była.
Nagle spojrzała prosto na niego, jakby czekała właśnie na tę chwilę. Uniosła łapkę i pomachała.
Nikodem odsunął się tylko na krok, ale serce zabiło mu szybciej. Co to za wiewiórka? Skąd wzięła się na drzewie? I dlaczego wyglądała tak, jakby przyszła specjalnie do niego?
Chłopiec nachylił się bliżej szyby. Wtedy za pniem jabłonki poruszyło się coś złotego. Mała koperta wysunęła się spomiędzy gałęzi i bezszelestnie opadła na parapet. Na przodzie było napisane: „Dla Nikodema”.
Nikodem wyciągnął rękę, ale nie zdążył jej jeszcze dotknąć, bo wiewiórka znów poruszyła ogonem i spojrzała na niego tak, jakby wiedziała coś, czego on jeszcze nie znał.