Dwunastoletnia Lena znajduje na strychu dziwny klucz i nagle staje się niewidzialna. Razem z Filipem odkrywa, że stary dom skrywa coś znacznie bardziej niezwykłego, niż się spodziewali.
Lena lubiła wyobrażać sobie, że ma supermoce, ale nigdy nie przyszło jej do głowy, że pewnego piątkowego wieczoru coś naprawdę się wydarzy. Mama kazała jej zanieść na strych stare książki, więc wspięła się po skrzypiących schodach pod sam dach domu, gdzie unosił się kurz, a w kątach wisiały pajęczyny grubsze niż sznurki od prania.
Na jednym z kufrów zobaczyła mały, błyszczący klucz. Nie pasował do reszty tego bałaganu. Był zbyt nowy, zbyt czysty, jakby ktoś przed chwilą położył go tam specjalnie dla niej. Lena podniosła go ostrożnie i wtedy poczuła, że coś się zmieniło. Powietrze zrobiło się ciężkie i zimne. Spojrzała na własne dłonie, ale zamiast palców zobaczyła tylko pustkę.
Serce podskoczyło jej do gardła. Odwróciła głowę, szukając czegokolwiek, co potwierdzi, że to sen, lecz usłyszała tylko kroki. Na strych wszedł Filip, jej młodszy brat, i zatrzymał się w pół kroku.
„Lena? Gdzie jesteś?” – zapytał zdziwiony. – „Przed chwilą tu stałaś.”
Chciała odpowiedzieć, ale głos zabrzmiał gdzieś obok, jakby należał do kogoś innego. Filip cofnął się o krok, a Lena, coraz bardziej przestraszona, zacisnęła dłoń na kluczu. W tej samej chwili jej ręka znów pojawiła się przed oczami, najpierw zamglona, potem wyraźna. Oddychała szybko, jak po biegu.
Filip spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami. Razem usiedli na starym kufrze i zaczęli szeptać, co to mogło znaczyć. Wtedy z ciemnego rogu strychu dobiegł cichy szelest. Drewniane drzwiczki małej szafki poruszyły się same, powoli, jakby ktoś po drugiej stronie właśnie je odpychał.
Spomiędzy nich wypłynęła niebieska poświata. Lena ścisnęła klucz mocniej, a Filip odsunął się bliżej niej. Z wnętrza szafki dobiegł ledwie słyszalny szept, tak blisko, jakby ktoś stał tuż za ich plecami i mówił prosto do ucha: „Leno…”