Niewidzialne Ślady

Lena ukrywa swoją moc niewidzialności, ale w zwyczajny szkolny poranek coś zaczyna zostawiać ślady, których nie da się wyjaśnić.

Szkoła Podstawowa nr 17 nigdy nie zapowiadała niczego niezwykłego. Szare ściany, skrzypiące szafki, zapach mokrych kurtek i kredy. Lena siedziała na końcu korytarza, pod oknem, i patrzyła na podwórko, kiedy nagle przeszedł ją zimny dreszcz. Ktoś ją obserwował. Problem w tym, że korytarz był pusty.

Od kilku miesięcy znała już ten sekret. Wystarczyło, że serce zaczynało bić za szybko, a ona skupiała się zbyt mocno na jednym punkcie, i świat na chwilę się rozmywał. Potem znikała. Nie trochę. Całkiem. Jakby ktoś wymazał ją z powietrza. Nikomu o tym nie powiedziała, nawet Tosi, choć właśnie Tosia była jedyną osobą, przy której Lena czasem naprawdę przestawała się bać.

Tego ranka nauczycielka biologii wywołała ją do tablicy. Lena podniosła wzrok z takim opóźnieniem, jakby musiała najpierw odnaleźć własne nazwisko. W klasie ktoś zachichotał. Ktoś inny szurał butem o podłogę. Lena zacisnęła palce na brzegu ławki. Gdyby mogła zniknąć teraz, jednym ruchem, zanim zdąży powiedzieć cokolwiek głupiego...

W tym samym momencie na korytarzu rozległ się krzyk. Drzwi klasy uchyliły się gwałtownie i Lena zobaczyła grupkę uczniów ściśniętych przy szafkach. Ktoś trzymał w dłoni stary zegarek, który jarzył się bladym, dziwnym światłem. Przez sekundę wszyscy zamilkli. Tosia, stojąca najbliżej, odwróciła głowę i spojrzała prosto na Lenę z takim przerażeniem, jakby zobaczyła coś, czego nie powinno tam być.

Potem ktoś wykrzyknął: „Ktoś tu był! Ślady się urywają przy samych drzwiach!”

Nauczyciele ruszyli w stronę korytarza. Ktoś biegł, ktoś wołał, a szkolny gwar nagle zamienił się w napięty szelest kroków i otwieranych drzwi. Lena poczuła znajome mrowienie pod skórą. Jej moc budziła się zawsze wtedy, kiedy nie mogła sobie na to pozwolić.

Wstała tak cicho, jak tylko umiała, i wsunęła się do pustej klasy. Powietrze było tam dziwnie ciężkie, jakby samo czekało na to, co zrobi. Wtedy z korytarza dobiegł szybki odgłos kroków. Klamka poruszyła się gwałtownie.