Kuba, Lena i Maks odkrywają ukrytą pod szkołą klapę prowadzącą do tajemniczego podziemia, a wraz z nią budzą się w nich dziwne moce.
Szkoła Podstawowa nr 15 wyglądała zupełnie zwyczajnie, jeśli patrzyło się tylko na jej szare mury, boisko i rząd kasztanów przy płocie. Ale Kuba, Lena i Maks już dawno przestali wierzyć, że w tej szkole zwyczajne jest cokolwiek.
Od początku piątej klasy działo się z nimi coraz więcej dziwnych rzeczy. Kuba czasem słyszał szept, zanim ktoś zdążył się odezwać. Lena potrafiła wyczuć, kiedy coś było nie tak, jeszcze zanim sama to zobaczyła. Maks z kolei miał wrażenie, że z każdym dniem staje się lżejszy, jakby wiatr mógł go porwać znacznie łatwiej niż innych.
Tego jesiennego popołudnia zostali na boisku tylko po to, żeby dograć ostatnią akcję. Liście szurały po asfalcie, a nad szkołą wisiało niskie, bure niebo. Maks złapał piłkę i już chciał krzyknąć coś do Kuby, kiedy nagle zauważył pod stertą mokrych liści przy starym murze coś metalowego.
— Ej, chodźcie tu — zawołał cicho.
Kuba pierwszy odgarnął liście. Pod nimi była kratka, niewielka i zardzewiała, jakby leżała tam od stu lat. Pociągnął za nią obiema rękami, lecz nawet nie drgnęła. Spróbował jeszcze raz, mocniej, aż zacisnął zęby z wysiłku.
Nic.
Lena pochyliła się i dotknęła metalu czubkiem palca. W tej samej chwili kratka lekko podskoczyła i uniosła się sama, bez najmniejszego oporu.
— Ja to zrobiłam? — spytała zdziwiona.
— Chyba żartujesz — szepnął Maks.
Pod kratką zaczynały się wąskie schody prowadzące w ciemność. Z dołu wiało zimnem, którego nie powinno tam być. Kuba przełknął ślinę, ale już po sekundzie zrobił krok naprzód.
Schodzili powoli. Każdy stopień skrzypiał jak stara podłoga. Na dole czekały ciężkie żelazne drzwi, popękane od rdzy i pokryte dziwnymi znakami, jakby ktoś dawno temu narysował je w pośpiechu.
Kuba wyciągnął rękę do klamki.
Wtedy usłyszał szept. Cichy, wyraźny i tak bliski, jakby ktoś stał tuż przy jego uchu.
Kuba.
Na jego dłoni rozbłysło blade, błękitne światło. Lena cofnęła się o krok, czując nagle dziwne mrowienie w palcach. Maks spojrzał w dół i pobladł, bo jego stopy odrywały się od schodka, jakby przestały ważyć cokolwiek.
Drzwi po drugiej stronie z hukiem zakołysały się w zawiasach.
I ktoś bardzo powoli zaczął je otwierać.