Siedemnastoletnia Lena zaczyna widzieć nad ludźmi i przedmiotami migoczące cyfry. Z Kubą próbuje zrozumieć ten dziwny dar, gdy w szkole pojawiają się coraz bardziej niepokojące znaki.
Piątkowe popołudnie w sali komputerowej w Zespole Szkół nr 17 miało swój własny oddech. Żaluzje przepuszczały blade pasy słońca, monitory mrugały cicho, a Lena została po lekcjach tylko po to, żeby pobyć sama. Lubiła tę pustkę, kiedy korytarze milkły, a szkoła przestawała udawać, że jest miejscem dla wszystkich.
Przeszła między rzędami komputerów, dotykając opuszkami zimnych blatów. Przy ostatnim stanowisku zatrzymała się gwałtownie. Nad monitorem, tuż w powietrzu, zawisły cyfry. Niebieskie, drżące, jakby ktoś zawiesił przed jej oczami fragment uszkodzonego hologramu.
3971.
Lena zamrugała. Potem przetarła oczy. Liczby nie zniknęły. Unosiły się dokładnie tam, gdzie przed chwilą była tylko szara cisza sali.
Zrobiła krok w tył. Nad krzesłem pojawił się kolejny ciąg znaków. Nad plecakiem, który ktoś zostawił przy ścianie, zamigotało coś innego. Kiedy uniosła dłoń przed twarz, na skórze też zobaczyła cyfry, drobne i niespokojne, jakby nie mogły zdecydować, czy należą do niej. Serce zaczęło walić jej tak mocno, że aż zabolało ją w gardle.
To była głupota. Zmęczenie. Za mało snu. Cokolwiek, byle nie to, co przyszło jej do głowy jako pierwsze.
Po drodze do domu liczby nie zniknęły. Wyskakiwały nad przejeżdżającym rowerem, przysiadały na znaku stop, migotały nad śpiącym psem zwiniętym na ławce. Lena szła szybciej, z dłoniami zaciśniętymi w pięści, i ani razu nie odważyła się spojrzeć komuś w oczy zbyt długo.
Nazajutrz znalazła Kubę przy automacie z herbatą. On był jedyną osobą, której mogła powiedzieć prawdę, nawet jeśli brzmiała jak początek jakiegoś chorego żartu. Wysłuchał jej bez śmiechu. Tylko spoważniał i kazał opisać wszystko dokładnie, cyfrę po cyfrze, miejsce po miejscu.
Zaczęli sprawdzać. Lena notowała liczby, które widziała przy uczniach, nauczycielach, na korytarzach, przy drzwiach i szafkach. I wtedy zauważyli pierwszą zależność: cyfry zmieniały się, kiedy ktoś się bał, kłamał albo próbował coś ukryć.
W ciągu kilku dni szkoła zaczęła huczeć od plotek. Ktoś odblokował wszystkie drzwi do piwnic. Z sali muzycznej zniknęły części instrumentów. W gabinecie matematyczki pojawiła się wiadomość zapisana takim szyfrem, że nawet Kuba, który zwykle wszystko rozgryzał, tylko się zmarszczył.
A potem liczby zaczęły wariować przy konkretnych osobach. Rosły, gasły, pękały na pół i znikały bez śladu.
Któregoś popołudnia, gdy wracali z Kubą do domu, Lena zobaczyła na drzwiach biblioteki białą kartkę. Na środku widniał ciąg znaków, a pod nim jedno zdanie: „Znasz prawdę? Sprawdź, czy potrafisz ją zobaczyć”.
Cyfry wokół niej zawirowały tak szybko, że aż zakłuło ją w skroniach. Kuba ścisnął jej dłoń, ale Lena ledwo to poczuła. Patrzyła tylko na kartkę, która zdawała się pulsować w rytm niewidzialnego impulsu.
Wtedy drzwi biblioteki same się otworzyły.
Z głębi środka dobiegł ich cichy, metaliczny dźwięk, jakby coś właśnie uruchomiło się w ciemności.