Nina, Robo i zagubiony statek komety

Nina i Robo trafiają na stacji Oriona na stary sygnał ratunkowy dochodzący z zamkniętego hangaru. Kto - albo co - czeka w środku?

Nina lubiła to miejsce najbardziej na całej stacji Oriona: szeroki parapet przy oknie obserwacyjnym, zimną szybę pod palcami i nieskończony widok na gwiazdy. Czasem wpatrywała się w meteory przecinające ciemność tak szybko, że wyglądały jak iskry z ogromnego ogniska. Tęskniła za Ziemią, za drzewami i deszczem, ale tutaj miała coś równie niezwykłego. Miała Robo.

Robo był robotą zbudowaną przez tatę. Umiał robić salta, znał mnóstwo melodii i rozpoznawał nastrój Niny lepiej niż niejeden człowiek. Gdy się nudziła, przynosił jej zagadki. Gdy była zła, opowiadał głupie żarty. A kiedy była podekscytowana, jego oczy świeciły mocniej niż zwykle.

Tego dnia Nina właśnie taka była.

Plan był prosty: dotrzeć do Opuszczonego Hangaru Siódemka, na samym końcu stacji. Mówiło się o nim niewiele. Drzwi od lat były zamknięte, a dorośli zwykle ucinali rozmowę, kiedy Nina pytała, co się tam znajduje. To tylko jeszcze bardziej ją ciekawiło.

Wzięli latarki, zapasową baterię i paczkę suszonych owoców. Korytarze stacji wiły się jak labirynt. Po drodze mijali laboratorium, gdzie w rurkach migotały zielone płyny, cieplarni?ę pełną pachnących liści i cichy pokój astronoma oblepiony mapami nieba.

Im bliżej Hangaru Siódemka, tym ciszej robiło się wokół. Nawet szum wentylacji wydawał się przytłumiony, jakby stacja wstrzymywała oddech.

Kiedy stanęli przed ogromnymi, zardzewiałymi drzwiami, Robo nagle uniósł antenkę.

Nina odwróciła się do niego błyskawicznie.

Serce Niny zabiło szybciej. Drzwi wyglądały, jakby nikt nie otwierał ich od lat. Pokrywał je pył, a przy panelu błyskało tylko jedno blade światło.

Robo przyłożył dłonie do zamka. Po chwili panel zamigotał, rozległ się głuchy trzask i ciężkie drzwi zaczęły powoli odsuwać się na boki. Z mroku wypłynęło chłodne, pulsujące światło.

Nina ścisnęła metalową dłoń Robo i zrobiła krok naprzód.

W hangarze było ciemno, pusto i dziwnie cicho. Tylko gdzieś głębiej migał rytmiczny błysk, jakby coś próbowało się obudzić.

A potem zza sterty zakurzonych skrzyń uniosło się coś małego, okrągłego i srebrnego...