Trójka przyjaciół trafia do cyrku, gdzie magia miesza się z niepokojem, a wieczorny występ prowadzi ich prosto w sam środek tajemnicy.
Gdy w miasteczku pojawiły się pierwsze plakaty z napisem „Cyrk Wędrownych Gwiazd”, Lena, Olek i Maks nie mówili już o niczym innym. Na afiszach błyszczały lampiony zawieszone w powietrzu, lwy o srebrnych grzywach i iluzjonista, o którym szeptano, że potrafi oszukać nawet własny cień.
Namiot wyrósł na skraju miasteczka jak ogromny, pasiasty żagiel. Stał wśród wysokiej trawy, a wieczorem wiatr niósł od niego zapach popcornu, waty cukrowej i wilgotnych lin. Kiedy trójka przyjaciół podeszła do wejścia, Lena poczuła przyspieszone bicie serca. Olek udawał odwagę, ale co chwilę zerkał na ciemny szczyt namiotu. Maks tylko ścisnął mocniej bilet.
W środku było jeszcze dziwniej. Nad areną drżały złote światła, a bębenek i trąbka uciszyły cały tłum jednym nagłym dźwiękiem. Najpierw pojawiła się treserka z dwoma lwami, które poruszały się tak lekko, jakby stąpały po chmurach. Potem na scenę wbiegł żongler i zaczął podrzucać nie tylko piłeczki, lecz także małe słoiki pełne zielonych światełek. Lena pochyliła się do przodu. To nie wyglądało jak zwykły cyrk.
A potem prowadząca, w srebrnym płaszczu, uniosła rękę i oznajmiła: „Teraz wielki finał!”. Lampiony zapłonęły jaśniej, a na środku areny stanął Pan Magni w czarnym fraku i z cylindrem wsuniętym nisko na czoło. Uśmiechnął się do widowni, po czym jego wzrok zatrzymał się na trójce przyjaciół.
— Wy tam — powiedział cicho. — Chodźcie do mnie.
Zanim Lena zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, reflektor spadł prosto na nich. Publiczność odsunęła się z szmerem, a Pan Magni wyciągnął dłoń, jakby zapraszał ich do tajemnicy, której nie powinno się oglądać z widowni. „Jesteście gotowi na coś, czego nikt tu jeszcze nie widział?” — zapytał.
Zrobili kilka kroków w stronę areny. W tej samej chwili światła zadrżały, pod deskami rozległo się głuche stuknięcie, a z otworu przy samym środku manieżu dobiegł czyjś szept. Lena poczuła, jak Maks mocniej chwyta ją za rękę. Potem wszystko zgasło naraz.
W ciemności coś poruszyło się tuż pod ich stopami.