Sara, Tomek i Lena wślizgują się nocą do opuszczonego domu przy ulicy Bławatnej. W środku nie czeka na nich tylko kurz i skrzypiące deski, lecz coś, co odpowiada z ciemności.
Mgła leżała nad Kwiatową Doliną jak mokry całun, przytłumiając światła latarń i rozmywając kontury domów. Była dobrze po północy, kiedy Sara, Tomek i Lena przecięli zarośnięty ogród i stanęli przed starym domem przy ulicy Bławatnej. Furtka jęknęła cicho, jakby już sam dźwięk ich obecności był tu czymś niepożądanym.
Mówiłem, że to kiepski pomysł - szepnął Tomek, zerkając przez ramię na ciemne krzaki.
Za późno na rozsądek - mruknęła Lena, choć w jej głosie pobrzmiewało napięcie. Ścisnęła pasek plecaka i podniosła latarkę wyżej. - Skoro już tu jesteśmy, sprawdźmy, czy te wszystkie historie mają w sobie choć odrobinę prawdy.
Sara nie odpowiedziała od razu. Patrzyła na dom, na jego wybite okna i poodpryskiwaną farbę, która odchodziła od ścian całymi płatami. Budynek wyglądał na opuszczony od lat, a jednak coś w nim nie pasowało. Z jednej z górnych framug sączył się nikły zapach dymu, ledwie wyczuwalny pod wonią wilgoci i kurzu.
Drzwi wejściowe były uchylone. Lena pchnęła je ostrożnie i trójka przyjaciół weszła do środka. Wewnątrz panował chłód tak głęboki, że Sara od razu objęła ramiona. Snopki latarek przesuwały się po ścianach, po zakurzonych ramach obrazów, po meblach przykrytych szarym nalotem czasu. Każdy krok po skrzypiących deskach brzmiał, jakby budził coś, co nie chciało zostać znalezione.
Słyszeliście? - wyszeptał Tomek, kiedy z góry dobiegło ich pojedyncze, ostre trzaśnięcie.
To tylko dom - powiedziała Sara, ale sama poczuła, jak serce przyspiesza jej w piersi.
W salonie ustawili śpiwory wokół starego pieca kaflowego. Lena próbowała rozładować napięcie opowieścią o duchach, jednak jej śmiech brzmiał zbyt krótko i zbyt nerwowo, by kogokolwiek naprawdę uspokoić. Sara miała już odpowiedzieć, gdy wszystkie trzy latarki zgasły naraz.
Ciemność spadła na nich natychmiast, ciężka i gęsta, jakby ktoś zarzucił na pokój czarny materiał. Przez moment słychać było tylko oddechy.
Wtedy z piętra dobiegł głuchy łoskot, jakby coś ciężkiego spadło na podłogę. Po chwili usłyszeli kroki. Wolne. Mierzone. Zbliżające się po schodach prosto do nich.