Noc, gdy przemówiły przedmioty

W starym mieszkaniu na poddaszu Alicja słyszy głosy rzeczy, które nie powinny mówić. Gdy podłoga ustępuje pod jej stopami, odkrywa zejście do miejsca, o którym nikt nie wspominał.

Alicja od trzech tygodni budziła się w tym mieszkaniu z wrażeniem, że ktoś stoi tuż przy jej łóżku. Za każdym razem była tylko cisza: ciężka, zakurzona, przesiąknięta zapachem starych desek i wilgoci. Poddasze skrzypiało przy każdym podmuchu wiatru, rury stukały w ścianach, a cienie na suficie układały się w kształty, których nie dało się zapamiętać po przebudzeniu.

Tej nocy nie spała już wcale. Leżała na plecach, wpatrzona w ciemność, gdy zegar w kuchni wybił drugą. Wtedy usłyszała dźwięk tak cichy, że przez chwilę uznała go za oddech we własnej głowie.

„Jeśli będziesz się tak gapić, to i tak niczego nie zobaczysz.”

Alicja poderwała się na łokciu. Głos dochodził z rogu pokoju, z miejsca, gdzie stała stara szafa po poprzednich lokatorach. Drzwi mebla poruszyły się lekko, jakby coś od środka napierało na drewno.

„Kto tu jest?” wyszeptała.

„Nareszcie pytasz właściwe rzeczy” — odparła szafa, a jej zamek cicho zadźwięczał. „Myślałam, że zamierzasz przespać całą noc i zostawić nas z tym, co ukryto pod podłogą.”

Alicja zamarła. Serce waliło jej tak mocno, że aż bolało. To nie mógł być sen. Głos był stary, chropawy, pełen suchego trzasku, ale wyraźny. Zbyt wyraźny.

Na parapecie drgnął szklany wazon, choć w pokoju nie było przeciągu. Przesunął się o centymetr, potem o drugi, aż jego cienka szyjka obróciła się w stronę Alicji.

„Nie stój tak” — powiedział miękko. „Jeśli cię usłyszą, będzie za późno.”

„Usłyszą?” Alicja odsunęła kołdrę i zsunęła stopy na zimną podłogę. „Kto?”

Odpowiedziała jej stara książka leżąca na półce nad biurkiem. Otworzyła się sama, a jej pożółkłe kartki zaszeleściły nerwowo.

„Dom pamięta wszystko” — powiedziała książka. „A to mieszkanie pamięta za dużo.”

Lampka przy łóżku zamigotała raz, drugi, trzeci, jakby ktoś pstrykał przełącznikiem z drugiej strony szkła. Alicja poczuła zapach mokrego papieru, starych listów i czegoś jeszcze — metalicznego, zimnego, niepokojąco świeżego, jak powietrze po burzy.

„Mówcie normalnie” — szepnęła, choć sama usłyszała, jak pęka jej głos. „Co ukryto pod podłogą?”

Szafa odpowiedziała dopiero po chwili. Drzwi otworzyły się z jękiem na szerokość dłoni, pokazując tylko ciemność i rząd pustych wieszaków.

„Coś, czego nie powinno tu już być” — powiedziała. „A jednak wciąż czeka. Na ciebie.”

Alicja zrobiła krok do tyłu, ale wtedy deski pod jej stopami lekko ugięły się, jakby pod spodem ktoś przesunął dłoń po spodniej stronie podłogi. Potem druga deska poruszyła się wolno, z suchym trzaskiem.

Z ciemności pod dywanem dobiegł głuchy odgłos, jakby ktoś zapukał od środka.

I nagle cała podłoga zaczęła się rozsuwać.