Noc, w której Neon pękł od środka

W Neon trzy osoby odkrywają nagle moce, których nie powinny mieć, a tajemnicza wiadomość każe im wejść na dach Wieży Orion, zanim miasto zgaśnie na dobre.

Neon nie znał ciszy. Nawet po północy miasto pulsowało światłem reklam, sykiem tramwajów i dalekim szumem dronów patrolujących ulice. Na ostatnim piętrze jednego z wieżowców, na poddaszu zagraconym starymi plakatami filmowymi i kubkami po zimnej kawie, Lena, Marcin i Tymon próbowali udawać, że to zwykła noc.

Rozmawiali o rzeczach, które od dawna krążyły im po głowach: o pracy, która nie dawała nic poza zmęczeniem, o planach odkładanych z tygodnia na tydzień, o tym uczuciu, że wszyscy w mieście biegną szybciej niż oni. Lena siedziała przy oknie i bawiła się obrączką na palcu. Marcin leżał na podłodze z rękami pod głową. Tymon przeglądał coś na telefonie, ale bardziej słuchał deszczu uderzającego o szyby.

Potem światło zgasło.

Nie stopniowo. Nie z cichym trzaskiem. Po prostu nagle. Całe poddasze zapadło się w czerń, a po chwili okna rozdarł lodowaty podmuch wiatru, jakby ktoś otworzył drzwi prosto na dach chmur. Lena cofnęła dłonie od parapetu i zobaczyła, jak między jej palcami przeskakują cienkie, białe iskry. Zamarła. Iskry nie znikały. Zbierały się, wirowały, drżały w powietrzu jak żywe.

Marcin zerwał się na nogi tak gwałtownie, że przewrócił krzesło. Sięgnął po zasłonę, żeby zasłonić okno przed wichurą, lecz materiał poruszył się pierwszy. Pociągnął się po jego dłoni jak pies po smyczy, falując i wyginając się dokładnie tam, gdzie chciał. Marcin wpatrywał się w niego z otwartymi ustami, jakby nie wierzył własnym oczom.

Tymon w tym samym momencie zesztywniał.

Na początku pomyślał, że słyszy radio z sąsiedniego mieszkania. Potem usłyszał wyraźnie szept, blisko ucha, a jednak nie z zewnątrz. Głosów było więcej niż jeden. Nakładały się na siebie, urywały, wracały. Nie rozumiał słów, ale czuł ich ciężar, jakby ktoś od środka pukał mu do czaszki.

Przez kilka sekund nikt się nie odezwał. Tylko deszcz stukał w dach, a gdzieś daleko zawyła syrena.

Lena spojrzała na swoje dłonie. Iskry przygasły, lecz nie zniknęły całkiem. Marcin ostrożnie uniósł zasłonę i odsunął ją od okna jednym ruchem, którego nie planował. Tymon zacisnął powieki, próbując odróżnić własne myśli od cudzych szeptów, które wciąż krążyły w ciszy.

Wtedy telefon Leny zawibrował na stole.

Na ekranie widniała tylko jedna wiadomość, z nieznanego numeru: „Wiecie już, że nie jesteście tacy jak inni. Jeśli chcecie poznać prawdę, przyjdźcie o północy na dach Wieży Orion. Samotnie nie zdążycie.”

Lena podniosła wzrok na pozostałych.
Marcin pobladł.
Tymon odwrócił głowę w stronę okna, jakby coś usłyszał ponownie, tym razem wyraźniej.

Nad Neonem przetoczył się grzmot, a wszystkie światła w mieście zamigotały naraz, jakby ktoś po drugiej stronie ciemności właśnie odliczał czas do czegoś, czego nie powinni byli jeszcze zobaczyć.