Noc w Starej Szkole

Troje przyjaciół zostaje po zmroku w zamkniętej szkole, żeby sprawdzić plotki o tym, co dzieje się nocą. Gdy gasną światła, z piwnicy dochodzi szum i szept, którego nie da się zignorować.

Pod koniec czerwca stara szkoła przy ulicy Topolowej pustoszała szybciej niż zwykle. Na korytarzach zostawały tylko cienie, wydłużone i cienkie jak nitki, a kolorowe rysunki uczniów, przyklejone do ścian, w przygaszonym świetle wyglądały tak, jakby ktoś właśnie poruszył nimi palcem.

Wszyscy już dawno wyszli na wakacje. Wszyscy, poza Olgą, Antkiem i Jankiem.

— Widzieliście to? — Olga ściszyła głos do szeptu. Jej warkocze zadrżały, kiedy skinęła głową w stronę końca korytarza. — Znowu mignęło.

Antek przywarł plecami do ściany i zerknął na tablicę korkową, jakby od niej miała zależeć jego odwaga.

— To pewnie tylko światło z latarni — mruknął. Brzmiał pewniej, niż się czuł.

Janek nie odpowiedział. Stał przy drzwiach biblioteki, uchylonych na wąską szparę. Z wnętrza sączył się zapach kurzu i starych książek. Chłopak zmrużył oczy.

— Słyszałem coś — powiedział w końcu. — Jakby ktoś tam był.

Tego wieczoru przyszli tu z latarkami, plecakiem pełnym słodyczy i notesem, w którym Olga miała zapisywać wszystkie dziwne rzeczy. Chcieli sprawdzić, czy opowieści o nocnej szkole są prawdziwe. Nauczyciele śmiali się z tych plotek, ale uczniowie szeptali o skrzypiących drzwiach, samoczynnie zapalających się światłach i krokach, które słychać tylko wtedy, gdy wszystko powinno być martwo ciche.

Na początku było nawet zabawnie. Chodzili od klasy do klasy, zaglądali pod biurka, rozświetlali latarkami ściany i dusili chichot, kiedy własne cienie zaczynały gonić ich po suficie. Dopiero gdy zegar na korytarzu wybił północ, śmiech ucichł.

Zimno wpełzło im pod bluzy. Szkoła nagle wydała się większa, niż była za dnia. Cichsza. Obca.

I wtedy światło na końcu korytarza zgasło tak gwałtownie, jakby ktoś przeciął je nożem.

Olga chwyciła Antka za rękaw. Janek odwrócił głowę w stronę schodów prowadzących do piwnicy.

— Słyszycie ten szum? — wyszeptał.

Przez sekundę nikt się nie odezwał. Potem wszyscy spojrzeli na drzwi piwnicy.

Kłódka wisiała na miejscu.

A jednak drzwi były uchylone na szerokość dłoni.

— Przecież były zamknięte — wykrztusił Antek.

Z tyłu coś cicho stuknęło. Po podłodze przemknął długi cień, za szybki, żeby należeć do któregoś z nich.

Olga wzięła głęboki oddech i zrobiła krok do przodu. Za nią ruszyli chłopcy, choć każdy z nich miał wrażenie, że nogi zrobiły się nagle ciężkie jak z ołowiu.

Z piwnicy dobiegł ich przeciągły dźwięk, jakby ktoś powoli przesuwał po betonie coś bardzo ciężkiego.

A zaraz potem rozległ się szept. Cichy. Bliski. Jakby ktoś stał tuż po drugiej stronie drzwi.