Lena, Krzysiek, Ola i Bartek wchodzą nocą do opuszczonego kina „Cyklop”, żeby sprawdzić plotki o szeptach, cieniach i czymś, co wciąż nie powinno tam być.
Była już prawie druga w nocy, kiedy Lena, Krzysiek, Ola i Bartek stanęli przed fasadą kina „Cyklop”. Neon dawno nie świecił, tynk odpadał płatami, a zasłonięte deskami okna wyglądały, jakby ktoś próbował zatrzasnąć w środku coś, czego nie dało się zamknąć na stałe. W miasteczku od lat krążyły o tym miejscu te same historie: o szeptach spod sceny, o cieniach przesuwających się w pustych lożach, o projekcji, która podobno włączała się sama. Lena nie wierzyła w plotki. Ale noc miała w sobie dość ciszy, żeby człowiek zaczął wątpić we własny rozsądek.
Weszli przez przerwę w ogrodzeniu, tam gdzie metal był wygięty jak po uderzeniu od środka. Na podwórzu wiatr szarpał młode drzewa, a mokre liście kleiły się do butów. Bartek szedł pierwszy, zbyt pewny siebie jak na kogoś, kto co chwilę zerkał przez ramię. Lena wyciągnęła latarkę i przesunęła światłem po bocznych drzwiach. Rdza zjadła klamkę, zawiasy jęknęły tak głośno, że wszyscy zamarli, zanim jeszcze drzwi ustąpiły pod naciskiem.
W środku uderzył ich zapach kurzu, stęchlizny i czegoś metalicznego, jak chłodny oddech dawno zamkniętego pomieszczenia. Snop światła przeciął hol pełen podartych plakatów i poszarzałych ramek po afiszach. Ola przytrzymała dłoń na ścianie, jakby potrzebowała upewnić się, że to miejsce naprawdę istnieje. Krzysiek podniósł telefon, ale nawet jego ekran wydawał się tu zbyt słaby, zbyt kruchy wobec ciemności, która zalegała głębiej.
Sala główna była jeszcze gorsza. Rzędy foteli tonęły w mroku, a czarny ekran na scenie pochłaniał światło zamiast je odbijać. Dopiero po chwili Bartek syknął cicho i wskazał ręką na środek sceny. Stała tam stara kamera filmowa, ustawiona na statywie tak starannie, jakby ktoś dopiero co skończył nagrywać. Obiektyw błysnął w świetle latarki i przez ułamek sekundy Lena miała wrażenie, że patrzy prosto na nią.
Z balkonu dobiegł krótki, suchy stuk. Potem drugi.
Nikt się nie odezwał. Krzysiek podniósł latarkę wyżej, Ola cofnęła się o krok, a Bartek zbyt szybko wziął wdech, jakby chciał coś powiedzieć i zrezygnował w ostatniej chwili. Wtedy zza ciężkiej kurtyny na scenie wypłynął ledwo słyszalny szept. Jedno imię. Tylko jedno, ale wypowiedziane tak blisko, że Lena poczuła je niemal na skórze.
Bartek ruszył pierwszy, zaciśniętymi dłońmi rozchylając fałdy kurtyny. Latarka Leny drgnęła i oświetliła czerwony, wytarty fotel stojący samotnie na skraju sceny. Siedziała na nim nieruchomo postać w starym kapeluszu, z twarzą ukrytą w cieniu. Obok jej buta coś połyskiwało na podłodze, mały srebrny przedmiot, zbyt czysty, zbyt nowy jak na resztę tego miejsca.
Lena zrobiła krok do przodu.
Postać powoli uniosła głowę.