Noc Strażników Fluoru

Julia trafia do ukrytego świata jamy ustnej, gdzie zęby są wieżami, a Próchniaki szykują atak. Gdy staje twarzą w twarz z ich wodzem, zaczyna rozumieć, że to nie jest zwykły sen.

Julia od zawsze uważała poranki za osobisty spisek przeciwko niej. Tego dnia też ledwo zwlekła się z łóżka, spóźniona, rozczochrana i wściekła na cały świat. Wpadła do łazienki, chwyciła elektryczną szczoteczkę i odruchowo zamknęła oczy, jakby kilka sekund w ciemności mogło odwołać szkołę.

Zamiast znajomego brzęczenia usłyszała jednak niski zgrzyt, jakby coś metalowego zarysowało szkliwo od środka. Szczoteczka szarpnęła jej dłonią, a w umywalce rozbłysło mlecznobłękitne światło. Zanim zdążyła ją puścić, wir pociągnął ją w dół tak gwałtownie, że aż zabrakło jej tchu.

Upadła miękko, po kolana w ciepłej, drżącej przestrzeni pachnącej miętą i czymś ostrzejszym, jak ozon po burzy. Otworzyła oczy i zamarła. Stała na czymś, co przypominało olbrzymi język, a nad nią wznosiły się zęby jak białe baszty. Między nimi przemykały drobne postacie z przezroczystymi skrzydłami, a na murach zębów połyskiwały zielone smugi fluorowego blasku. Gdzieś dalej brodaty starzec w fartuchu wymachiwał irygatorem jak mieczem, odpierając napaść czarnych, rozszczekanych stworów.

Julia cofnęła się odruchowo, ale za plecami rozległ się suchy trzask. Odwróciła się i zobaczyła istotę podobną do ożywionego kamienia nazębnego: chropowatą, ciężką, z cienkimi palcami zakończonymi pazurami. Za nią wynurzały się kolejne, ciemne sylwetki. Tamten pierwszy stwór wyszczerzył błyszczące zęby i syknął: — Chcesz przejść dalej? Najpierw odpowiedz, co naprawdę dzieje się z zębami po zmroku.

Wtedy z mroku na samym końcu korytarza wyszedł ktoś jeszcze. Wyższy, spokojniejszy, z koroną z połyskującego osadu i oczami zimnymi jak szkło. Julia od razu wiedziała, że to ich przywódca.