Nocna tajemnica w laboratorium stomatologicznym

Troje licealistów trafia do opuszczonego gabinetu stomatologicznego i natrafia na ślad eksperymentu, który może zmienić wszystko, co wiedzą o higienie jamy ustnej.

Było już późno, a burza tłukła o szyby jakby chciała wyrwać miastu ostatnie resztki spokoju, gdy Lena, Kuba i Max wsunęli się do starego budynku przy ulicy Wierzbowej. Od miesięcy krążyły o nim plotki: zamknięty gabinet stomatologiczny, dziwne zniknięcia dokumentów, szeptane historie o eksperymentach, których nikt nie chciał wyjaśniać. Dla szkolnego Klubu Detektywistycznego to brzmiało jak wyzwanie, którego nie dało się zignorować.

W środku uderzył ich zapach stęchlizny zmieszany z ostrą, dawną nutą mięty. Wszystko wyglądało tak, jakby ktoś wyszedł stąd przed minutą i nigdy nie wrócił. Na blacie leżały porozrzucane narzędzia, przy ścianie stał dentystyczny fotel z popękaną niebieską tapicerką, a na półkach piętrzyły się zakurzone słoje z czymś, czego Lena nie potrafiła nawet nazwać. Najbardziej przyciągała wzrok szafka z wyblakłą kartką: "Nie otwierać. Badania w toku".

Max uniósł telefon, włączając latarkę. Snop światła przeciął mrok i odbił się od czegoś w rogu pomieszczenia. Kuba podszedł pierwszy. Na podłodze leżała srebrzysta szczoteczka do zębów, zupełnie niepodobna do żadnej, jaką można było kupić w zwykłym sklepie. Miała misternie grawerowaną rączkę, a jej włosie jarzyło się delikatnym, zielonym blaskiem.

Lena przykucnęła i ostrożnie wyciągnęła po nią rękę. Gdy tylko ją dotknęła, drzwi zatrzasnęły się z takim hukiem, że aż zadrżały szyby.

W tej samej chwili w ciemnym kącie zapaliło się ostre, białe światło. Na ścianie zarysowała się postać starego stomatologa, nie tyle człowieka, co drgającego hologramu. Jego twarz była nieruchoma, a głos brzmiał metalicznie, chłodno i zbyt wyraźnie:

— Witajcie, wybrani. Jeśli chcecie stąd wyjść, musicie odkryć, co łączy higienę jamy ustnej z tajemnicą długowieczności. Ale pamiętajcie: nie każda odpowiedź prowadzi do wolności.

Kuba odruchowo cofnął się o krok. Pod podłogą coś cicho kliknęło, a przed nimi, tam gdzie jeszcze przed chwilą była jednolita posadzka, rozjarzyła się cienka linia światła. Lena spojrzała w dół, potem na szczoteczkę w dłoni i na przyjaciół.

Nagle z ciemności dobiegł niski, mechaniczny dźwięk, jakby głęboko pod gabinetem budziło się do życia coś, co od dawna nie powinno już działać...