Basia i Filip nocują w domku na drzewie. Gdy ogród cichnie, pod okienkiem rozlega się dziwny szmer, a w ciemności pojawia się ktoś albo coś.
Basia i Filip lubili robić wszystko razem, ale tej letniej nocy czuli, że czeka ich coś wyjątkowego. Postanowili spać w domku na drzewie, który tata Filipa zbudował wysoko między gałęziami starego dębu. Basia wzięła latarkę i swoją ulubioną poduszkę, a Filip koc i misia Kazika.
Gdy mama przyniosła im kubki ciepłego kakao, niebo było już granatowe, a nad ogrodem świeciły pierwsze gwiazdy. Przez małe okienko Basia patrzyła w dół. Trawa pod drzewem wydawała się srebrna, a krzewy przy płocie wyglądały jak ciche, nieruchome stworki. Nawet ptaszek siedzący na gałęzi obok nie poruszał się ani trochę.
Kiedy Basia i Filip już prawie zamknęli oczy, usłyszeli coś dziwnego.
Najpierw było bardzo ciche: tup, tup, szurrr.
Basia otworzyła oczy tak szeroko, że aż mocno ścisnęła poduszkę. Filip podniósł latarkę, ale światło zamigotało i zrobiło się słabsze.
Dźwięk znów wrócił. Tym razem bliżej. Coś wspinało się po pniu dębu, powoli, ostrożnie, jakby wiedziało, że ktoś czeka na górze.
Latarka drgnęła w dłoni Filipa. Za okienkiem przemknął cień. Potem drugi. A potem tuż przy szybie pojawiło się coś jeszcze - ciemny kształt, który zatrzymał się i zajrzał do środka.