Dwójka nastoletnich lisów trafia na dziwny trop przy opuszczonej fabryce karmy. Im głębiej wchodzą, tym wyraźniej coś w środku czeka na ich ruch.
Miasto Zwierząt nie znało ciszy. Nawet nocą po ulicy Łosia i Rysia mknęły samochody na żołędzie, a pomarańczowe latarnie kładły długie smugi światła na mokrym asfalcie. Na dziesiątym piętrze wieżowca z widokiem na park mieszkało dwoje młodych lisów, bliźnięta: Lena i Fryderyk. Jeśli coś miało się wydarzyć w ich okolicy, oni zwykle byli pierwsi na miejscu.
Tamtego listopadowego wieczoru wiatr szarpał gałęziami, a powietrze było tak chłodne, że nawet Fryderyk przestał udawać odważnego. Mimo to właśnie on pierwszy zauważył coś dziwnego przy starej, opuszczonej fabryce karmy dla chomików.
Pochylił się nad chodnikiem i natychmiast odskoczył do tyłu. "Lena. Szybko. Musisz to zobaczyć."
Na wilgotnych płytach ciągnął się wąski szlak błyszczących śladów. Były za małe, żeby należeć do psa, za nieregularne, żeby pasować do zwykłego szczura. Raz wyglądały jak drobne łapy, raz jakby ktoś przeciągał po ziemi coś ciężkiego. Tu i ówdzie odciskały się głębiej, jakby właściciel tropu co chwilę się potykał.
Lena przykucnęła obok niego. W świetle latarni ślady mieniły się wilgotnie, niemal srebrno. "To nie wygląda normalnie" - mruknęła. "I nie pachnie normalnie."
Fryderyk poruszył nosem, a potem skrzywił się. Zamiast zwykłej, gryzońskiej woni poczuł coś ostrego i nieprzyjemnego, jak metal po deszczu. Fabryka od dawna była zamknięta, ale teraz wydawała się dziwnie świeża, jakby ktoś dopiero co przeszedł przez jej próg.
Przed wejściem wisiała wyblakła żółta taśma policyjna, poszarpana przez wiatr. Lena zawahała się tylko przez chwilę.
"Idziemy?"
Fryderyk nie odpowiedział od razu. Wpatrywał się w trop prowadzący prosto pod pordzewiałe drzwi magazynu. Potem skinął głową.
Przeszli pod taśmą i weszli do środka.
Wewnątrz panował półmrok. Brudne szyby przepuszczały tyle światła, że hale wyglądały jak ogromne, puste akwaria. Każdy krok odbijał się echem od ścian i metalowych regałów. Ślady prowadziły dalej, aż pod wielkie drzwi magazynu na końcu korytarza.
Fryderyk wyciągnął łapę ku klamce.
Wtedy zza drzwi dobiegł ich cichy, drżący szelest.
Lena zamarła. Drzwi po drugiej stronie zaczęły się powoli uchylać.