Nocne Światła w Koronach

Lena, młoda czarodziejka, i Tolek, jej przyjaciel centaur, dostrzegają w Lesie Szeptów tajemnicze światła. Z każdym krokiem noc gęstnieje, a las zdaje się ich rozpoznawać.

Lena od dawna wiedziała, że Las Szeptów nie znosi obcych spojrzeń. Za dnia był tylko posępną plątaniną starych pni i omszałych korzeni, ale nocą zmieniał się w coś znacznie bardziej czujnego. Księżyc zaczepiał się o gałęzie, wiatr przeczesywał koronę po koronie, a każda ścieżka zdawała się prowadzić nie tam, gdzie przed chwilą.

Siedziała na szerokim, wyrzeźbionym przez czas konarze dębu i patrzyła w ciemność pod sobą. Obok, nieruchomy jak posąg, stał Tolek: centaur o rudej grzywie i tym swoim przekornym uśmiechu, który pojawiał się zawsze wtedy, gdy rozsądek przegrywał z ciekawością.

W głębi lasu, tuż nad dywanem mchu i paproci, coś rozbłysło. Potem drugie. I trzecie.

Nie były to świetliki. Były zbyt jasne, zbyt pewne siebie, jakby ktoś niósł przez noc małe, zamknięte gwiazdy. Płynęły w równych odstępach, zataczały kręgi i wracały, pulsując miękkim, niebieskawym blaskiem. Powietrze zgęstniało od zapachu wilgotnego drewna, ziemi i czegoś jeszcze, ostrego jak lawenda zmieszana z dymem.

Lena ścisnęła laskę splecioną z jałowcowych gałązek. Przez ułamek chwili miała wrażenie, że las wstrzymał oddech. Nawet liście zamilkły.

Tolek przesunął kopytem po korze, niespokojny bardziej, niż chciał to pokazać.

Lena nie odpowiedziała. Światła zbliżały się powoli, z upartą cierpliwością czegoś, co zna drogę lepiej niż ona. Między pniami przemknął chłodny podmuch, a w jego szumie rozległ się szept, tak cichy, że bardziej czuło się go w skórze niż słyszało:

Tolek zesztywniał. Lena podniosła laskę wyżej, a błękitne iskry nad ich głowami zapłonęły nagle mocniej, jakby odpowiedziały na to wezwanie. Krąg świateł zamknął się wokół nich bezszelestnie, a z mroku pomiędzy koronami dobiegł kolejny szept - już bliższy, wyraźniejszy i niepokojąco spokojny.