Nocne szepty w Lesie Echo

Po zniknięciu Tytana Karolina, Igor i Lena wchodzą nocą do Lasu Echo. Trop prowadzi ich coraz głębiej, a zwierzęta zachowują się tak, jakby znały odpowiedź.

O Lesie Echo mówiono w miasteczku od lat, ale dorośli zawsze kończyli rozmowę tym samym machnięciem ręki: że to tylko stary las, skrzypiące drzewa i dziecięca wyobraźnia. Karolina, Igor i Lena też tak myśleli, dopóki pewnej burzowej nocy nie zniknął Tytan, pies Karoliny.

Wyskoczył z podwórka w chwili, gdy huknęło nad dachem, i po prostu rozpłynął się w ciemności. Rano nie było po nim ani śladu. Ani sierści na płocie, ani odcisku łapy w błocie. Tylko coś jeszcze: przy skraju lasu, tam gdzie kończyła się ścieżka rowerowa, ziemia była dziwnie rozgrzebana, jakby ktoś albo coś przeszło tamtędy w pośpiechu.

Przez cały tydzień szukali go po polach, rowach i ogrodach za domami. Pytali sąsiadów, rozwieszali kartki, zaglądali do pustych altanek. Dopiero w piątek wieczorem Lena znalazła na skraju lasu to, czego nikt nie potrafił wyjaśnić: kilka szarozielonych włókien przyczepionych do suchej trawy. Karolina rozpoznała je od razu. Tytan lubił biegać po ciemku z nową zabawką świecącą w nocy. Takiej samej barwy miała ta sierść.

Umówili się, że pójdą za tropem po zmroku. Każde miało latarkę, telefon i nerwowo wciśniętą do kieszeni przekąskę, która nagle przestała wydawać się ważna. Gdy weszli między drzewa, las od razu ich połknął. Powietrze było chłodne i mokre, a ciemność gęsta jak dym. Nawet ptaki umilkły. Słychać było tylko trzask gałęzi pod butami i cichy szelest gdzieś z boku, jakby ktoś szedł równolegle do nich, ale poza zasięgiem światła.

Karolina pierwsza zauważyła lisicę. Wybiegła na ścieżkę, zatrzymała się na sekundę i spojrzała prosto na nich. Nie uciekła. Nie cofnęła się. Stała tak nieruchomo, jakby czekała, aż pójdą dalej. Potem zniknęła między paprociami, a w tym samym momencie z głębi lasu dobiegł krótki, urwany szczek.

Tytan.

Ruszyli szybciej, a potem zatrzymali się jak na komendę. Między pniami, na granicy światła, pojawiały się kolejne zwierzęta: sarna, jeż, sowa siedząca nisko na gałęzi. Wszystkie patrzyły w ich stronę. Jakby nie byli intruzami. Jakby to one pilnowały przejścia.

I wtedy, spod splątanych korzeni starego dębu, dobiegł kolejny dźwięk. Już nie sam szczek, lecz coś pomiędzy skomleniem a cichym, rytmicznym stukaniem, jak sygnał. Lena ścisnęła ramię Karoliny, Igor uniósł latarkę wyżej, a w kręgu bladego światła pojawił się świeży ślad łapy prowadzący w głąb najciemniejszej części Lasu Echo.