Siedemnastoletnia Lena trafia nocą do cyrku, gdzie za kolorowym widowiskiem kryje się coś, czego nie powinien widzieć nikt poza wybranymi.
W lipcową noc miasto trwało w bezruchu, ciężkie od upału i ciszy. Lena leżała przy otwartym oknie, wsłuchując się w odległe odgłosy samochodów i szelest liści, kiedy po raz kolejny spojrzała na plakat przyklejony do słupa naprzeciwko kamienicy. Cyrk pod Gwiazdami. Tylko dziś. Litery błyszczały w żółtym świetle latarni, jakby ktoś wcisnął w papier odrobinę obietnicy i niebezpieczeństwa naraz.
Od dwóch dni nikt w miasteczku nie mówił o niczym innym. Jedni twierdzili, że to zwykła trupa objazdowa. Inni, że ich przedstawienia wyglądają inaczej niż wszystko, co widzieli dotąd. Lena nie była dzieckiem, żeby wierzyć w cudowne sztuczki bez zastrzeżeń, ale właśnie dlatego nie mogła przestać o nich myśleć. Interesowały ją iluzje, mechanizmy, to, co dzieje się tuż przed oczami i umyka uwadze wszystkich dookoła. A noc, która pachniała rozgrzanym asfaltem i kurzem, wydawała się zbyt spokojna, żeby ją przespać.
Na teren cyrku weszła tuż przed północą. Z daleka widać było łuk świateł nad głównym namiotem, migotliwy i nienaturalnie jasny, jakby nie świeciły tam żadne zwykłe żarówki. Między stoiskami kręcili się ludzie, ale ich głosy brzmiały przytłumione, jakby coś tłumiło śmiech i rozmowy, zanim zdążyły się roznieść. Lena minęła stoisko z watą cukrową, skręciła za rząd przyczep i znalazła się na wąskiej ścieżce prowadzącej za kulisy.
Tam zobaczyła Artura. Stał przy skrzyni pełnej rekwizytów, z czarnymi włosami związanymi wysoko i srebrnymi kolczykami, które łapały urywki światła. Wyglądał na jej rówieśnika, ale w jego spojrzeniu było coś ostrego, czujnego, jakby już wcześniej wiedział, że przyjdzie.
– Jesteś tu z ciekawości czy naprawdę chcesz zobaczyć, co się dzieje za zasłoną? – zapytał cicho.
Lena zawahała się tylko na moment. – Chcę zobaczyć wszystko, czego nie pokazują z przodu.
Artur uśmiechnął się bez cienia rozbawienia. Kiwnął głową w stronę małego bocznego namiotu stojącego na uboczu. Z zewnątrz wyglądał na pusty, niemal zapomniany, ale spod materiału pulsowało blade światło, nieregularne i niespokojne.
– Jeśli wejdziesz, już nie będziesz mogła udawać, że niczego nie widziałaś – powiedział.
Z wnętrza namiotu dobiegł nagły, głuchy huk. Materiał napiął się gwałtownie, a przez uchylone wejście przemknął czyjś cień, zbyt szybki, by należał do akrobaty albo technika. Lena zrobiła krok w tył, lecz Artur złapał ją za nadgarstek i spojrzał w stronę namiotu tak, jakby właśnie tam zaczęło się coś, czego nie da się już zatrzymać.