Na granicy rzeczywistości Wiktor, Ania i Maks trafiają do zamkniętej części starej willi, gdzie ukryte przejście zaczyna otwierać drogę do miejsca, które nie powinno istnieć.
Korytarz był tak ciemny, jakby ktoś wyciągnął z niego nie tylko światło, ale i powietrze. Wiktor zacisnął palce na zimnej, zardzewiałej klamce i poczuł pod skórą nieprzyjemny dreszcz. Gdzieś w głębi budynku kapała woda, równo i cierpliwie, a każdy taki odgłos brzmiał w opuszczonej willi jak ostrzeżenie.
Ania trzymała latarkę zbyt nisko, Maks zaś udawał spokój, choć jego nerwowy uśmiech zdradzał więcej niż słowa. Stara willa na wzgórzu od dawna była ich schronieniem przed światem, ale tej nocy nie przypominała już kryjówki. Bardziej wyglądała jak miejsce, które tylko czekało, aż ktoś zrobi pierwszy błąd.
Schodzili coraz niżej, w najstarszą część piwnicy, gdzie tynk odchodził od ścian płatami, a wilgoć pachniała metalem i czymś jeszcze, czego Wiktor nie potrafił nazwać. Plotki o tym domu krążyły od lat: że w niektórych godzinach gubi się tu czas, że w murach zostają ślady dawnych głosów, że nie wszystko, co człowiek widzi, należy do jego świata. Kiedy wreszcie trafili na ciężkie metalowe drzwi, zamilkli jednocześnie.
Były większe, niż powinny, i pokryte znakami, które wyglądały jak zapisane w pośpiechu obce myśli. Ania uniosła dłoń, zanim ktokolwiek zdążył ją powstrzymać. Palec ledwie musnął jeden z symboli.
W tej samej chwili ściana obok rozjarzyła się cienkimi liniami światła. Znaki odpowiedziały na dotyk, pulsując pod skórą kamienia, a powietrze zgęstniało tak nagle, że Wiktorowi zabrakło tchu. Drzwi drgnęły.
Za nimi nie było piwnicy. Nie było nawet ciemności, do której zdążyli się przyzwyczaić. W szczelinie otworzył się widok na świat, w którym drzewa rosły korzeniami ku niebu, rzeka płynęła przez czarne chmury, a na dalekim horyzoncie poruszały się postacie zbyt nieruchome, by mogły być ludźmi.
„Wchodzimy?” szepnął Maks.
Drzwi otworzyły się szerzej. Z wnętrza buchnęła mlecznobiała mgła, chłodna i lepka jak oddech kogoś stojącego tuż za progiem. W jej środku coś się poruszyło. Cień wyłonił się powoli, zatrzymał na granicy światła i uniósł dłoń, jakby właśnie ich rozpoznawał.