Ogórkowy Zamek i Śmiechotrony

Basia i Franek odkrywają w ogrodzie śmiejący się zamek z ogórków. Gdy wszystko wokół zaczyna chichotać, a pajęczy roboty plączą się w wąsach, przed dziećmi otwiera się zielona tajemnica.

Za wielką, starą gruszą stał kolorowy domek. W ogrodzie pachniało pomidorami, bazylią i ogórkami tak świeżymi, jakby dopiero co wyjechały z grządki na rowerze. Basia i Franek bawili się tam codziennie. Budowali tunele z patyków, urządzali wyścigi ślimakom i pilnowali, żeby żaden kapelusz nie spadł z płotu.

Tylko tego ranka wszystko wyglądało odrobinę dziwnie.

Basia dopijała kakao, gdy przez kuchenne okno wtoczył się okrągły ogórek. Miał narysowaną buzię i tak szeroki uśmiech, że prawie rozciągał mu się przez cały bok. Za nim potoczył się drugi, trzeci i czwarty. Każdy podskakiwał, podrygiwał i śmiał się na głos.

– Franek! – zawołała Basia, ściskając misia tak mocno, aż aż zapiszczał. – Ty też to widzisz?

Franek zamrugał kilka razy.

– Widzę. I chyba… nie mam jeszcze porządnych słów.

Ogórki turlały się po podłodze i wołały:

– Hop, hop, hop! Ogórkowy śmiech robi zamek!

Ziemia w ogrodzie zadrżała cichutko. Patyczki zaszeleściły. Grządka zamigotała zielenią, jakby ktoś pod spodem zapalił lampki. A potem, z samych ogórków, zaczęły wyrastać wieże. Jedna, druga, trzecia. Pojawiły się śmieszne okienka, krzywe blanki i zielone drzwi wielkie jak arbuz.

I wtedy z zamku wyskoczyły pajęcze roboty. Miały srebrne nóżki, okrągłe brzuszki i ogórkowe wąsy zamiast nitek. Jeden potknął się o własny cień, drugi odbił się od konewki, a trzeci zakręcił się tak szybko, że aż zakręciło się od patrzenia.

– Jestem Pajężyk Ogórek – powiedział pierwszy, poprawiając wąs. – A to mój przyjaciel Śmiechotronek.

Śmiechotronek prychnął tak głośno, że śmiechem zachichotały grabki, a potem nawet kamyki na ścieżce.

Basia spojrzała na Franka.

– Słyszysz? Wszystko się śmieje.

Franek przybliżył się do zielonych drzwi.

Nagle w środku zamku rozbłysło jasne, zielone światło, a drzwi zaczęły powoli się otwierać...