Oliwia i Pucio w Krainie Białych Ząbków

Oliwia i Pucio trafiają do Krainy Białych Ząbków, gdzie czeka ich radosna parada, aż nagle pojawia się Pan Próchniak i wszystko robi się niebezpiecznie tajemnicze.

Oliwia miała siedem lat i kochała swojego małego pieska Pucia bardziej niż wszystkie kredki świata. Pewnego ciepłego wieczoru stała przy umywalce i szczotkowała zęby, kiedy w łazience rozległ się cichy dźwięk: dzyń.

Oliwia podniosła wzrok.
W lustrze nie zobaczyła swojego odbicia. Zamiast niego błyszczała tam srebrna brama, a na niej migotał napis: „Witamy w Krainie Białych Ząbków!”

Pucio zaszczekał tak radośnie, jakby właśnie dostał ulubioną kość. Zrobił jeden mały skok, potem drugi, i zanim Oliwia zdążyła powiedzieć choćby „chwileczkę”, oboje przestąpili próg.

Po drugiej stronie powietrze pachniało miętą. Wszystko lśniło. Drzewa miały liście podobne do szczoteczek, a po miękkiej trawie biegały wesołe pastuszki, małe jak tubki pasty do zębów. Nad ścieżką unosiły się srebrne bąbelki, które cicho pękały w powietrzu.

Przybiegła do nich Zuzia, mała wróżka szczoteczkowa z kokardą tak białą, że aż mrużyło się oczy.
— Oliwio! Puciu! Dobrze, że jesteście — zawołała. — Dziś ma się odbyć wielka parada czystych zębów.

Oliwia aż klasnęła w dłonie, bo wszystko tutaj wyglądało jak najpiękniejszy sen. Zuzia poprowadziła ich na plac, gdzie stał pan Zębolek, najstarszy ząb w całej krainie. Był wysoki, błyszczący i tak dumny, jakby pilnował całego miasta.

— Pokażę wam Zębową Karuzelę — powiedział. — Kręci się tylko wtedy, gdy ktoś porządnie szczotkuje zęby.

Karuzela stała pośrodku placu i migotała złotem. Pucio patrzył na nią z szeroko otwartym pyszczkiem, a Oliwia zrobiła krok bliżej.

Wtedy niebo nagle ściemniało.
Zza drzew dobiegł szelest, potem chrzęst, a potem niski, złośliwy śmiech.

Z cienia wyszedł Pan Próchniak. Miał ciemny płaszcz, kapelusz z zawiniętych cukierków i oczy, które błyszczały jak dwa małe guziki.
— Hahaha! — zawołał. — Od dziś to ja rządzę w Krainie Białych Ząbków!

Zuzia cofnęła się o krok.
Pucio przylgnął do nogi Oliwii.
A pan Zębolek zadrżał tak mocno, że aż zadźwięczały jego krawędzie.

— Kto nie dopilnuje swoich zębów, ten zostanie w mojej szarej krainie! — syknął Pan Próchniak i wyciągnął rękę w stronę Zębowej Karuzeli.

Oliwia ścisnęła mocniej smycz Pucia i spojrzała na Zuzię.
Karuzela zaczęła powoli skrzypieć.
Coś w jej środku cicho zaiskrzyło.
I wtedy spod drzew dobiegł kolejny dźwięk, jeszcze dziwniejszy niż śmiech Pana Próchniaka.