Brama Luster

Kacper i Lena odkrywają w piwnicy stare lustro, które nie tylko odbija świat, lecz otwiera przejście do obcej, niepokojąco pięknej krainy.

Deszcz od rana obijał się o szyby starego domu dziadków, jakby chciał się do środka dostać za wszelką cenę. W salonie panował półmrok, a Kacper od niechcenia przesuwał palcem po kolejnym hasle krzyżówki, podczas gdy Lena przysypiała z książką na kolanach.

Drzwi skrzypnęły. Do pokoju weszła babcia z pękiem kluczy w dłoni. Nie wyglądała na zaskoczoną ani wesołą. Miała ten swój spokojny, uważny wyraz twarzy, który pojawiał się zawsze wtedy, gdy zamierzała powiedzieć coś istotnego.

Lena podniosła głowę pierwsza. Kacper odłożył ołówek.

Babcia nie czekała na odpowiedź. Skinęła im tylko, żeby poszli za nią, i poprowadziła ich w stronę drzwi do piwnicy, zwykle zamkniętych na ciężki, mosiężny klucz. Schodzili ostrożnie po wąskich schodach. Pod stopami jęczało drewno, a z każdym krokiem robiło się chłodniej. W powietrzu unosił się zapach kurzu, suszonych ziół i czegoś jeszcze, czego Kacper nie potrafił nazwać - jakby dawno zamkniętego sekretu.

W piwnicy panował półmrok rozcięty jedną, bladą smugą światła z małego okienka. Za stertą kufrów i zakrytych płócien stało lustro tak duże, że prawie dotykało sufitu. Rama była stara, ciemna, opleciona ornamentem przypominającym liście w ruchu. Tafla nie odbijała piwnicy w zwyczajny sposób. Drżała lekko, jak spokojna woda poruszona oddechem.

Lena zrobiła krok bliżej.

Kacper chciał zapytać, co to znaczy, ale wtedy powierzchnia lustra błysnęła matowym srebrnym światłem. Lena, nie spuszczając wzroku z tafli, uniosła rękę. Jej palce zetknęły się ze szkłem i natychmiast zapadły się w nie jak w zimną, gęstą wodę.

Odruchowo cofnęła dłoń z krzykiem, lecz za późno - lustro odpowiedziało cichym, głębokim drżeniem. Kacper zrobił krok do przodu i położył własną rękę na tafli. Szkło ustąpiło pod naciskiem.

W ciemności, tuż obok ich uszu, odezwał się szept.

Oboje zastygli.

Babcia nie poruszyła się ani o centymetr. Jej twarz zniknęła w cieniu, ale oczy miała szeroko otwarte, jakby dokładnie wiedziała, co za chwilę się stanie.

Lustro zafalowało.

Kacper ścisnął rękę Leny i bez słowa razem położyli obie dłonie na chłodnej powierzchni. Tafla rozsunęła się jak zasłona. Pociągnęła ich do środka z siłą, której nie dało się powstrzymać.

Przez krótką, wirującą chwilę nie było niczego: ani piwnicy, ani domu, ani deszczu. Potem ziemia uderzyła ich pod stopy.

Stali na skraju lasu, którego nie powinni byli znać, a jednak wydawał się dziwnie bliski. Pnie drzew były białe jak kość, liście migały srebrnym połyskiem, a między gałęziami dryfowały świetliste kule, zawieszone w nieruchomym powietrzu. Wszystko pachniało wilgotną korą, chłodnym kamieniem i czymś znajomym, jak wspomnienie snu, który dawno się urwał.

Lena odwróciła się gwałtownie. Za nimi nie było piwnicy. Była tylko gładka, ciemna tafla stojąca samotnie między drzewami.

Kacper przełknął ślinę. W oddali coś poruszyło się między pniami - cienka, ledwie dostrzegalna sylwetka, która zniknęła, zanim zdążył mrugnąć.

Wtedy las rozjarzył się od środka.

Z gęstwiny wyszła postać w długim, ciemnogranatowym płaszczu. Kaptur krył jej twarz, ale kiedy uniosła dłoń, świetliste kule zadrżały, jakby ją rozpoznały. Postać zatrzymała się kilka kroków przed nimi.

Kacper poczuł, jak Lena mocniej ściska jego palce.

Przed nimi wąska ścieżka rozświetliła się bladym blaskiem i poprowadziła głębiej w las. A potem, gdzieś po lewej stronie, między białymi pniami, coś odpowiedziało ruchem.