Ostatni bilet do jutra

Ewa, Patryk i Szymon wchodzą nocą do opuszczonej biblioteki w Opolu. Za zardzewiałym regałem czeka drzwiami ukryty korytarz i bilet, który może otworzyć im drogę w nieznane czasy.

Noc w Opolu była ciężka, lepka od ciszy, kiedy Ewa, Patryk i Szymon wsunęli się przez wybite okna do ruin starej biblioteki przy Kołłątaja. Mieli po dziewiętnaście lat i dokładnie tyle rozsądku, by wiedzieć, że nie powinni tu być. Ale Ewa nie mogła już odpuścić po wiadomości, którą wyłowiła z dawno martwego bloga: "W piwnicy, między regałami, czeka coś, co zmieni twoją przyszłość".

Światło latarek rozcinało kurz i mrok, chwytając urwane cytaty na ścianach, odpadający tynk i stosy książek gnijących w kątach jak rozrzucone szkielety cudzych historii. Patryk, bardziej z rezygnacji niż z odwagi, naparł barkiem na zardzewiały regał. Metal zaskrzypiał przeciągle, po czym ustąpił o kilka centymetrów. Za nim nie było ściany, tylko stare, drewniane drzwi z metalową tabliczką: "Tylko z biletem".

Ewa zastygła pierwsza. Położyła dłoń na chłodnym drewnie i zaraz ją cofnęła.

– Słyszycie to? – szepnęła.

Z drugiej strony dochodził rytmiczny stukot, równy i cierpliwy, jakby ktoś uderzał w kamień z dokładnością zegarmistrza.

– To nie brzmi jak szczury – mruknął Szymon, ale jego głos zabrzmiał słabiej, niż pewnie chciał.

Drzwi otworzyły się same, z głuchym jękiem zawiasów, wypuszczając na nich podmuch zimna i ostry zapach ozonu. Za progiem ciągnął się wąski korytarz o ścianach rozświetlonych bladymi strzałkami. Na jednej ze ścian wisiały zegary, ale każdy wskazywał inną godzinę. Jedne spieszyły się o lata, inne spóźniały się o całe dekady. Pod ich stopami, dokładnie na granicy światła i cienia, leżał czarny bilet.

Ewa podniosła go ostrożnie. Papier był gładki jak świeżo odcięta skóra, a znaki na nim pulsowały ledwie widocznym blaskiem. W tej samej chwili wszystkie zegary zaczęły wariować naraz, wskazówki drgnęły i posypały się po tarczach w szalonym rytmie. Gdzieś głęboko w korytarzu rozległy się kroki. Spokojne. Pewne. Coraz bliższe.

Patryk odruchowo obejrzał się przez ramię, ale za ich plecami zobaczył już tylko ciemność. Ktoś, a może coś, przesuwało się powoli po zakręcie korytarza. Cień wydłużył się na ścianach, a światło lamp zamigotało.

– Macie swój bilet, podróżnicy? – odezwał się cichy głos z mroku.

W tej samej chwili drzwi za nimi zatrzasnęły się z hukiem.