Olek, Zuza i Kuba podejrzewają, że ktoś sabotażuje szkolne obiady. Wszystko zaczyna się od tajemniczego słoika pani Heleny i piątku trzynastego, który od rana pachnie kłopotami.
Szkolna stołówka od dawna miała opinię miejsca, w którym lepiej nie zadawać zbyt wielu pytań. Ale dopiero od kiedy pani Helena zaczęła serwować zupy z nazwami brzmiącymi jak hasła do sejfu, nawet najbardziej odporni uczniowie stracili apetyt na odwagę. Tego dnia, w piątek trzynastego, na tablicy wisiało menu zapisane równym, złowieszczym pismem: „Zupa niespodzianka z nutą egzotyki, kotlety Marzeń oraz specjalny słoik pani Heleny”.
– Kto normalny nazywa obiad specjalnym słoikiem? – mruknął Olek, wciskając się z Zuzą i Kubą w powoli przesuwającą się kolejkę.
Zuza zmrużyła oczy i spojrzała w stronę kuchni, jakby spodziewała się tam zobaczyć przynajmniej agentów w fartuchach. – Moja babcia trzyma w słoikach ogórki, powidła albo rzeczy, o których lepiej nie pytać. A pani Helena? Ona wygląda, jakby w każdym słoiku ukrywała osobny problem.
Kuba już trzymał telefon w gotowości. – Jeśli coś wybuchnie, nagrywam. Jeśli nie wybuchnie, też nagrywam. Materiał sam się nie zrobi.
W stołówce narastał szmer. Krzesła skrzypiały, ktoś stukał łyżką o plastikowy talerzyk, a wszyscy co chwila zerkali w stronę lady, gdzie pani Helena poruszała się z miną człowieka, który wie więcej, niż powinien. W pewnej chwili sięgnęła pod ladę i wyjęła duży słoik z nakrętką tak mocno zakręconą, jakby ktoś chciał w nim zamknąć tajemnicę, a nie jedzenie.
– Ej… – wyszeptał Kuba, pochyliwszy się nad telefonem. – Ten słoik chyba drgnął.
Olek aż przystanął w pół kroku. – Jeśli za chwilę wyskoczy z tego ogórek-mutant, ja oficjalnie przechodzę na suchy chleb.
Nie zdążył dokończyć, bo za ladą nagle pojawił się pan Wiesiek. Nowy kucharz, legenda szkolnych dowcipów i człowiek, o którym chodziły takie plotki, że nawet pani od biologii przestawała udawać obojętność. Uśmiechnął się krzywo i uniósł słoik, jakby właśnie przyniósł dowód w sprawie.
– Dzisiaj deser będzie wyjątkowy – powiedział ciszej, niż powinien mówić ktoś w szkolnej stołówce. – Ale najpierw potrzebuję waszej pomocy.
Trójka spojrzała po sobie. Zuza już wyciągała rękę, Olek odruchowo złapał ją za rękaw, a Kuba przekręcił kamerę tak, żeby nie przegapić niczego, nawet jeśli miałoby to być ostatnie nagranie w jego życiu.
Słoik zaszurał o blat.
Ktoś w kolejce wstrzymał oddech.
Wieczko zaczęło się powoli odkręcać.