Piętro, którego nie było

Podczas remontu szkoły Asia, Tomek i Lena zauważają drzwi, których nikt wcześniej nie widział. Za zwykłym szkolnym korytarzem zaczyna się coś, czego nie da się łatwo wyjaśnić.

Szkoła Podstawowa nr 27 w Zielonej Dolinie od lat wyglądała tak samo: długi biały budynek, schody wytarte przez setki butów i boisko, na którym przerwy brzmiały jak jedna wielka burza śmiechu. Asia, Tomek i Lena byli pewni, że znają w niej każdy zakamarek. Wydawało im się, że nic nie może ich już zaskoczyć.

Aż do czwartkowego ranka, kiedy w całej szkole rozszedł się zapach świeżej farby, a korytarze zapełniły się kartonami, folią ochronną i narzędziami. Rozpoczął się remont. Zamiast zwykłego szkolnego zgiełku słychać było stukanie młotków, szuranie drabin i krótkie komendy robotników. Trzeba było chodzić ostrożnie, omijać wiadra z farbą i nie patrzeć zbyt długo na miejsca zasłonięte płachtami materiału.

Podczas przerwy Asia nachyliła się do przyjaciół tak blisko, że prawie dotknęła ich czołem.
— Przy sali od muzyki jest coś dziwnego — szepnęła. — Drzwi.

Tomek uniósł brwi.
— Drzwi są w każdej szkole.

— Nie takie — odparła Asia. — Tych wcześniej nie było.

Lena od razu przestała poprawiać plecak na ramieniu.
— Pokażesz nam?

Przecisnęli się między pracownikami, minęli filar oblepiony taśmą i zwolnili dopiero przy sali muzycznej. Asia miała rację. Obok znanych, przeszklonych drzwi stały teraz drugie, wciśnięte w ścianę tak, jakby zawsze tam były. Były matowoszare, bez klamki, bez tabliczki, bez czegokolwiek, co mogłoby wyjaśnić ich istnienie. Tylko małe okienko wysoko u góry odbijało blade światło korytarza.

— Kto stawia drzwi bez klamki? — mruknął Tomek, ale w jego głosie nie było już tej zwykłej pewności.

Lena przyłożyła ucho do chłodnej powierzchni.
— Coś słyszę.

Asia też się pochyliła. Najpierw cisza. Potem cichy szelest, jakby po drugiej stronie ktoś przesunął krzesło. Korytarz nagle zgasł na ułamek sekundy, światło zamigotało i wróciło z ledwo słyszalnym trzaskiem.

W małym okienku błysnęło coś srebrnego.

Tomek odruchowo cofnął się o krok.
— To chyba nie jest śmieszne — powiedział, choć jeszcze przed chwilą próbował żartować.

Drzwi skrzypnęły.
Ledwie na centymetr.

Z ciemnej szczeliny powiał zimny przeciąg, jakby z drugiej strony nie było sali ani korytarza, tylko zupełnie inne miejsce. Asia poczuła, że serce bije jej coraz szybciej. Wszyscy troje wpatrywali się w otwierającą się szparę, kiedy zza drzwi dobiegł cichy szept:
— Wchodzicie, czy się boicie?