Czwórka przyjaciół schodzi pod miasto, gdzie stary tunel prowadzi do śladu po kimś, kto najwyraźniej też czegoś szuka.
Nina miała wrażenie, że noc wyciąga z miasta wszystko, czego za dnia nie dało się zobaczyć: pęknięcia w murach, nerwowe spojrzenia ludzi, cudze tajemnice przyklejone do chodników. W ostatni wieczór przed maturą park przy ulicy Długiej wydawał się bardziej pusty niż zwykle. Latarnie świeciły tu słabo, jakby same nie chciały się mieszać w to, co miało się zaraz wydarzyć.
Przy opuszczonej fontannie czekali już wszyscy: Adam, który nigdy nie umiał odpuścić okazji na dreszcz emocji, Sara z tym swoim cienkim, niepewnym uśmiechem i Michał, wiecznie czujny, jakby spodziewał się, że świat zaraz coś przed nimi ukryje. Adam pierwszy przerwał ciszę.
Słyszałem o starym wejściu do kanałów - powiedział. - Podobno wciąż da się tam zejść.
Podobno to też najkrótsza droga do kłopotów - odbiła Sara, ale nie cofnęła się ani o krok.
Nina nic nie odpowiedziała. Czuła tylko, jak napięcie przesuwa się po niej jak zimny prąd. Miasto, które znała od dziecka, nagle zaczęło wyglądać obco. Za zaroślami, tam gdzie ziemia zapadała się trochę niżej, Adam znalazł zardzewiałą klapę przysypaną liśćmi. Podważył ją prętem z taką łatwością, jakby czekała właśnie na niego.
Otwór wypluł na nich oddech wilgotnej cegły, stęchlizny i czegoś jeszcze, trudniejszego do nazwania. Strumień światła z latarek przeciął ciemność, a schody pod klapą błysnęły od wody. Zeszli jeden za drugim, coraz ciszej, aż park nad nimi zniknął całkiem, jakby został po drugiej stronie snu.
W tunelu nawet ich oddechy brzmiały obco. Żwir chrupał pod butami zbyt głośno, echo wracało po chwili, spóźnione i nerwowe. Michał nagle przystanął. Na mokrej posadzce, tuż przy ścianie, leżał zmięty karteluszek zabezpieczony w przezroczystym woreczku.
Sara rozdarła folię palcami i przebiegła wzrokiem kilka pierwszych linijek. Jej twarz zesztywniała.
Nina nachyliła się nad papierem. Linie prowadziły głębiej, pod miasto, do miejsca zaznaczonego znakiem, którego nie potrafiła rozpoznać. Tylko że to nie był najgorszy moment. Najgorsze było to, że na końcu korytarza, dużo dalej niż sięgały ich latarki, coś cicho zaszurało w ciemności.