Podniebny Ogród Amelii

Amelia znajduje na strychu tajemnicze drzwi prowadzące do ogrodu zawieszonego nad chmurami. Tam czeka ją zagadka, dziwne stworzenia i znikające serce ogrodu.

Wszystko zaczęło się od jednego starego schodka na strychu, który zapiszczał tak głośno, jakby chciał ostrzec cały dom. Amelia zatrzymała się w pół kroku. Za oknem padał deszcz, na dole mama wołała coś z kuchni, a jej zwykłe, nudne popołudnie miało zostać nudne tylko do tej chwili.

Pod stertą zakurzonych pudełek Amelia wypatrzyła małe drzwi wciśnięte w ścianę. Były tak niskie, że musiała przykucnąć, a na drewnie ktoś wyrzeźbił słowa: „Wyobraźnia. Wstęp wzbroniony... chyba że się odważysz!”. Obok, na półce, leżał klucz. Wyglądało to tak, jakby czekał właśnie na nią.

Przekręciła go bez namysłu.

Drzwi otworzyły się cicho. Za nimi nie było ani pokoju, ani ściany, tylko wąskie schody, które wspinały się w górę prosto w srebrzysty mrok. Amelia zmrużyła oczy. Z każdego stopnia unosiły się maleńkie świetliki, a powietrze pachniało mokrą ziemią i czymś słodkim, jak rozgniecione jabłka.

Postawiła pierwszy krok. Potem drugi. Schody zaskrzypiały, ale nie zniknęły. Im wyżej szła, tym ciszej brzmiał deszcz na dachu. W końcu schody urwały się nagle, a Amelia stanęła po kostki w miękkiej, ciepłej trawie.

Przed nią rozciągał się ogród, jakiego nigdy nie widziała. Unosił się wysoko nad chmurami, jasny i dziwny, pełen ogromnych dmuchawców, drzew z połyskującymi owocami i ścieżek wijących się między grządkami. Między liśćmi migały drobne, świecące liski, a nad kwiatami krążyły motyle o skrzydłach jak z kolorowego szkła. W oddali stały małe domki z liści, przygięte pod ciężarem nieba.

Amelia zrobiła kilka kroków naprzód i wtedy usłyszała cichy śmiech.

Nie była sama.

Spomiędzy różowych kwiatów wysunęła się drobna postać z niebieskimi włosami i przezroczystymi skrzydłami ważki. Patrzyła prosto na Amelię, jakby znała ją od dawna.

„Czekałam na ciebie” — powiedziała. „Mam złą wiadomość. Ktoś ukradł serce ogrodu. Jeśli go nie znajdziemy, wszystko zacznie znikać”.

Amelia odwróciła się od niej i spojrzała na ścieżkę, która prowadziła w stronę ciemnego labiryntu z wysokich, splątanych żywopłotów. Z jednego z jego zakrętów dobiegł ledwo słyszalny szelest.

Ktoś tam był.