Podziemne Miasto Światła

Tom i Tim odkrywają pod lasem ukryte podziemne miasto pełne blasku, niezwykłych stworzeń i znaków, które prowadzą do zagadki ukrytej głęboko pod ziemią.

To było lato, w którym w małym miasteczku wszystko wydawało się stać w miejscu. Dni płynęły leniwie, słońce wisiało wysoko nad dachami, a dwunastoletni bliźniacy, Tom i Tim, szukali przygód tam, gdzie inni widzieli tylko zwykłe ścieżki, krzaki i kamienie. Wystarczał im jeden spojrzenie, żeby zrozumieć, że dziś znowu muszą zajrzeć dalej niż wszyscy.

Tego popołudnia zapuścili się do lasu za miastem, w miejsce, którego nikt nie odwiedzał. Między splątanymi korzeniami i mokrymi paprociami zauważyli starą, zardzewiałą bramę. Pnącza oplecione wokół kraty wyglądały tak, jakby ktoś specjalnie ukrył ją przed światem. Za bramą ziała szczelina w ziemi — wejście do jaskini, ciemne i chłodne, jak otwarte drzwi do innego świata.

Tom pierwszy dotknął metalu, potem spojrzał na Tima. Nie było potrzeby nic mówić. Zrobili kilka ostrożnych kroków i zeszli niżej, coraz głębiej, aż las został nad nimi tylko bladym szumem. W środku nie panowała zwykła ciemność. Ściany mieniły się zielenią jak mokry mech, a z głębi płynęło delikatne światło, miękkie i nieruchome, jakby jaskinia oddychała własnym blaskiem.

Po chwili trafili do miejsca, które bardziej przypominało ukryte miasto niż grotę. Z drobnych, połyskujących kamieni zbudowano niskie domki, łuki i wąskie przejścia. Na kamiennych półkach stały misternie wyżłobione znaki, a w ścianach połyskiwały stare rzeźby przedstawiające postacie w długich szatach. Nad ich głowami frunęły małe stworzenia podobne do świetlików, tylko większe, z przejrzystymi skrzydełkami i błyszczącymi oczami. Zatrzepotały niespokojnie, jakby wyczuły obcych.

Bracia szli dalej, coraz ciszej, aż dotarli do ogromnej komnaty. Jej środek zajmował kryształ większy od człowieka, zawieszony nad kamiennym postumentem. Pulsował ciepłym światłem w odcieniach złota, błękitu i zieleni, a z każdym uderzeniem rozlewał po ścianach fale blasku. Tom poczuł, jak powietrze drży mu na skórze. Tim zrobił krok bliżej, lecz wtedy podłoga pod ich stopami lekko się zakołysała.

Z głębi komnaty dobiegł niski, głuchy pomruk. Kryształ rozbłysnął nagle tak jasno, że chłopcy odruchowo zasłonili oczy. Światło skoczyło po ścianach, a gdzieś za ich plecami rozległ się dźwięk przesuwającego się kamienia. Tom opuścił rękę i zobaczył, że w blasku kryształu coś się poruszyło — cienki cień, zbyt wysoki i zbyt szybki, by należeć do któregoś z nich.