Szymon, Maja i Igor trafiają do zamkniętego skrzydła szkoły i odnajdują pokój 305. To, co tam widzą, sprawia, że zwykły poranek zaczyna przypominać coś znacznie mniej zwyczajnego.
Szkoła Podstawowa nr 12 z zewnątrz wyglądała dokładnie tak, jak każda inna: odrapane ściany, mokre od deszczu parapety i długie korytarze, na których każdy krok odbijał się zbyt głośnym echem. Dopiero w ósmej klasie Szymon zaczął zauważać rzeczy, na które wcześniej nie zwracał uwagi. Na przykład to, że niektóre drzwi zawsze pozostawały zamknięte. Albo że pan Rutkowski patrzył czasem w stronę starego skrzydła szkoły tak, jakby wolał, żeby nikt tam nie zaglądał.
Tego wtorku Szymon przyszedł wcześniej, niż zwykle. Deszcz stukał o szyby biblioteki, a on stał pod ścianą z telefonem w dłoni i co chwilę zerkał na zegarek. Czekał na Maję i Igora. Właśnie odpisywał na ćwiczenie z angielskiego, kiedy usłyszał ciche skrzypnięcie.
Od strony starego skrzydła uchyliły się drzwi.
Szymon podniósł głowę. Przez chwilę pomyślał, że to tylko przeciąg, ale na korytarzu, za wąską szparą, widać było ciemność i rząd zakurzonych lamp. Tę część budynku zamknięto dawno temu, jeszcze po remoncie. Nikt nie miał tam wstępu. A jednak drzwi były otwarte.
Szymon schował telefon do kieszeni i podszedł bliżej.
Wtedy z zza rogu wypadła Maja, z rozwichrzoną grzywką i notatnikiem przyciśniętym do piersi.
– Co ty robisz? – szepnęła, kiedy zobaczyła jego minę.
– Te drzwi były otwarte – odpowiedział równie cicho. – Ktoś tam wszedł albo właśnie wyszedł.
Zanim Maja zdążyła coś powiedzieć, podszedł Igor. Zerknął przez uchylone drzwi i od razu się ożywił.
– No to sprawdźmy.
Szymon chciał zaprotestować, ale już byli w środku.
Stary korytarz pachniał kurzem i wilgocią. Światło z niewielkich okien było blade, rozmazane przez deszcz. Po obu stronach stały porzucone ławki, sterty pożółkłych plakatów i tablice, na których ktoś kiedyś przypinał ogłoszenia o konkursach, wycieczkach i akademiach. Korytarz wydawał się dłuższy, niż powinien, jakby szkoła połknęła go i nie chciała wypuścić.
Na końcu znajdowały się drzwi z numerem 305.
Kłódka wisiała otwarta.
– To nie powinno tak wyglądać – szepnęła Maja.
Igor nachylił się bliżej, a Szymon poczuł nagle, że serce zaczyna mu bić szybciej. Pchnął drzwi.
W środku panował półmrok. Zasłonięte okna wpuszczały tylko wąskie pasy szarego światła. W kącie stało duże pudło oblepione pajęczynami, jakby nikt go nie ruszał od lat. Na tablicy ktoś kredą narysował skomplikowany wzór, gęsty od linii, strzałek i znaków, których Szymon nie potrafił rozszyfrować. Na parapecie leżał otwarty zeszyt. Na pierwszej stronie widniała data sprzed dziesięciu lat.
Igor już wyciągał po niego rękę, kiedy w całym pomieszczeniu rozległ się suchy trzask.
Drzwi zatrzasnęły się z hukiem.
Przez sekundę nikt się nie poruszył. A potem z ciemnego kąta klasy dobiegł ledwo słyszalny szmer, jakby ktoś właśnie zrobił krok w ich stronę.