Basia i Franek odkrywają pod dywanem świecący portal. Z wnętrza dobiega śmiech, muzyka i tajemniczy głos, ale to, co nadchodzi z tunelu, budzi niepokój.
Basia miała sześć lat i uwielbiała skakać po dużym, kolorowym dywanie w swoim pokoju. Najczęściej robiła to razem z młodszym bratem, Frankiem. Tego sobotniego ranka w pokoju pachniało truskawkową owsianką, a słońce kładło na podłodze ciepłe, żółte plamy.
Basia zatrzymała się nagle. Na środku dywanu zamigotał mały, srebrny okrąg. Dziewczynka przykucnęła i dotknęła go palcem. Okrąg drgnął, rozbłysnął mocniej i w jednej chwili rozrósł się szeroko. Brzegi dywanu uniosły się lekko do góry, a pod spodem zakręciło się kolorowe światło, jakby ktoś włączył wirujący tunel.
– Franek! Szybko! – zawołała Basia.
Franek wbiegł do pokoju i aż otworzył buzię ze zdziwienia. Z portalu dobiegał cichy śmiech, kilka dźwięków jak z pozytywki i szelest czegoś, co poruszało się bardzo, bardzo blisko. Z ciemniejszej części tunelu wysunęła się zielona gałązka, a potem zamigotały złote iskierki.
– To naprawdę jest wejście do innego świata? – szepnął Franek.
Basia przesunęła się bliżej krawędzi dywanu. W środku wiru coś błysnęło jeszcze mocniej. Nagle rozległ się cienki głos: – Chodźcie...
A zaraz potem z głębi tunelu usłyszeli powolne kroki, jakby ktoś albo coś właśnie zbliżało się do samego wejścia.