Tymek i Lena odkrywają pod starym dębem portal, który prowadzi ich do niezwykłego świata pełnego niepokojących znaków i tajemniczej strażniczki.
Tymek lubił wiedzieć wszystko pierwszy, ale tego popołudnia nawet on nie spodziewał się niczego niezwykłego. Poszli z Leną do Starego Lasu na skraju Zielonego Zakątka, żeby zobaczyć stary dąb, o którym od dawna krążyły różne opowieści.
Drzewo rosło samotnie na niewielkim wzgórzu. Jego pień był tak szeroki, że trzeba by było objąć go we troje, a korzenie wciskały się głęboko w ziemię, jakby czegoś pilnowały. Słońce przesączało się przez liście i rzucało na trawę ruchome plamy światła. Wszystko wyglądało zwyczajnie, dopóki Lena nie przystanęła nagle i nie ścisnęła Tymka za rękę.
– Patrz – szepnęła.
Między korzeniami, tuż przy pniu, otwierało się okrągłe wgłębienie. Jeszcze przed chwilą go tam nie było. W środku wirowało blade, niebieskie światło, gładkie jak powierzchnia wody, ale poruszało się jak żywe. Tymek przykucnął ostrożnie i wyciągnął palec. Gdy dotknął blasku, poczuł chłód, a końcówka jego dłoni zniknęła na moment, jakby wpadła do mgły.
Odruchowo cofnął rękę. Lena wciągnęła powietrze.
– To nie może być prawdziwe…
A jednak było. Wirowanie przyspieszyło, światło rozbłysło mocniej i zanim któreś z nich zdążyło się odezwać, ziemia pod nogami lekko drgnęła. Lena chwyciła Tymka za nadgarstek, ale już po chwili oboje pociągnęła niewidzialna siła.
Las zniknął.
Przez krótką, zawrotną chwilę widzieli tylko kolory, cienie i błyski, jakby spadli do środka tęczy. Potem wszystko ucichło. Stali na obcej polanie, gdzie trawa połyskiwała srebrzyście, a drzewa miały cienkie, jasne liście szeleszczące bez wiatru. Nad ich głowami wisiały dwa słońca, jedno niskie i pomarańczowe, drugie blade, prawie białe.
Z daleka dochodził dziwny dźwięk, podobny jednocześnie do śpiewu i trzepotu ogromnych skrzydeł.
Tymek odwrócił się odruchowo, szukając drogi powrotnej. Portal zniknął. Zamiast niego w powietrzu unosiła się wysoka postać o przejrzystych skrzydłach i świecących zielenią oczach, która patrzyła na nich bez mrugnięcia.
– Kim jesteście i jak weszliście do tego miejsca? – zapytała.
Tymek otworzył usta, ale nie zdążył odpowiedzieć, bo za plecami Leny coś cicho zatrzasnęło się w powietrzu.