Portal w starej szafie

Lena i Antek wchodzą na strych babci i znajdują szafę, która nie wygląda jak żadna inna. Gdy uchylają drzwiczki, zwykłe popołudnie nagle zamienia się w coś niezwykłego.

Lena i Antek lubili dom babci najbardziej na świecie, zwłaszcza wtedy, gdy padał deszcz i nie trzeba było nigdzie iść. Tego popołudnia nuda przykleiła się do nich jak mokre skarpetki.

— Może zajrzycie na strych? — zaproponowała babcia z tajemniczym uśmiechem. — Czeka tam kilka starych rzeczy do obejrzenia.

Dzieci od razu pobiegły po skrzypiących schodach na górę. Na strychu pachniało kurzem, drewnem i starymi książkami. W półmroku stały pudełka, kosze i kufry, ale ich uwagę przyciągnęła jedna rzecz: ogromna, stara szafa.

Była wysoka aż pod sam sufit. Miała złote gałki w kształcie lwów i drzwi z rzeźbionymi liśćmi. Wyglądała, jakby długo czekała, aż ktoś ją zauważy.

— Otwórzmy ją — szepnął Antek.

Lena położyła dłoń na chłodnym drewnie. Drzwiczki ustąpiły z cichym skrzypnięciem. Z wnętrza szafy wypłynął świeży wiatr, pachnący lasem po deszczu.

W środku nie było półek.

Zamiast nich migotały maleńkie gwiazdki, a pod stopami rozciągała się miękka, szmaragdowa trawa. Głębiej, w samym sercu szafy, świecił wąski tunel, jakby ktoś zrobił w drewnie przejście do innego miejsca.

Lena wstrzymała oddech.

— Antek... — wyszeptała. — To nie jest zwykła szafa.

Nagle coś zamigotało na końcu tunelu. Jedno, potem drugie światełko. A potem z ciemności dobiegł cichy, dźwięczny szept, jakby ktoś wołał ich bardzo, bardzo daleko.