W liceum na obrzeżach miasta czwórka uczniów trafia do szkolnego archiwum i znajduje coś, czego nikt nie powinien był tam zostawić. Od tej chwili w murach szkoły zaczyna się dziać coś niepokojącego.
Stara szkoła przy ulicy Gdańskiej od zawsze wydawała się Adamowi miejscem, które tylko udaje, że żyje. Szare ściany, skrzypiące schody i korytarze pachnące kurzem nie miały w sobie nic z tajemnicy. A jednak im bliżej było końca drugiej klasy, tym częściej miał wrażenie, że pod tym wszystkim coś się kryje.
Był ponury, kwietniowy wieczór. Większość klasy już planowała długi weekend, kiedy Adam został po lekcjach z Mają, Filipem i Zuzią, żeby dokończyć prezentację z historii. Dyrektor zgodził się, żeby zajrzeli do szkolnego archiwum w piwnicy, choć samo to brzmiało jak kara, nie pomoc. Za ciężkimi, żelaznymi drzwiami czekało pomieszczenie pełne zakurzonych segregatorów, pożółkłych kronik i pudeł podpisanych ręką sprzed lat.
– Tu jest strasznie cicho – szepnęła Zuzia, ściskając pasek plecaka.
– Bo nikt normalny nie przychodzi tu z własnej woli – mruknął Filip, ale nawet on nie brzmiał pewnie.
Przerzucając kolejne teczki, Maja nagle zatrzymała się przy metalowej skrzynce wsuniętej głęboko między kartony. Na wieczku widniał wyblakły napis: „Projekt Ikar”. Obok leżał notes w popękanej okładce, spięty gumką, jakby ktoś chciał go ukryć w pośpiechu. Adam nachylił się nad ramieniem Mai. Na pierwszej stronie ledwie dało się odczytać zdanie: „Tylko dla wtajemniczonych. Nie otwierać, jeśli...”
Wtedy z korytarza dobiegł głuchy stuk. Jakby coś ciężkiego przesunęło się po betonie. Światło nad ich głowami zamigotało, a z uchylonych drzwi archiwum popłynął cichy, niepokojący szelest. Adam poczuł, że robi mu się zimno, choć w piwnicy od początku było duszno.
Maja objęła dłonią notes. Filip odruchowo cofnął się o krok, a Zuzia patrzyła już tylko na drzwi, jakby zaraz miało się w nich coś pojawić. Adam przełknął ślinę i spojrzał na skrzynkę. Ktokolwiek zostawił ją w tym miejscu, najwyraźniej nie chciał, żeby ktokolwiek ją otwierał.
A z ciemnego korytarza znów dobiegł ten sam szmer, tylko bliżej.