W 2087 roku Laura, Kamil i Maja trafiają na ukryty projekt w sercu swojej szkoły. Jedno znalezisko uruchamia alarm i otwiera drzwi do tajemnicy, której nie mieli zobaczyć.
Kiedy Laura minęła bramę Technikum Nowych Światów, pomyślała tylko o pierwszej lekcji i o tym, że poniedziałek już zdążył ją znienawidzić. Nad szkołą wisiały szklane kopuły, a za nimi miasto tonęło w żółtawym smogu. W środku było bezpiecznie, jasno i sterylnie. Tego ranka jednak coś nie pasowało. Korytarze były zbyt puste, a cisza nie miała nic wspólnego ze spokojem.
Przy sali 314 zauważyła Kamila i Maję skulonych przy ścianie. Oboje odskoczyli od metalowej walizki, która pulsowała bladoniebieskim światłem, jakby oddychała. Laura od razu zrozumiała, że to nie jest szkolny sprzęt.
— Skąd to macie? — spytała półgłosem.
— Z piwnicy — odpowiedział Kamil. Miał rozszerzone źrenice i spocone dłonie. — Za regałem przy serwerowni. Nie powinno tam nic leżeć.
Maja otworzyła zatrzaski. W środku spoczywało urządzenie przypominające tablet połączony z projektorem, oplecione cienkimi przewodami i diodami migającymi w nieregularnym rytmie. Kiedy ekran rozbłysł, nad nimi rozwinęła się holograficzna mapa szkoły. Na środku planu pulsował czerwony punkt.
— Projekt Paradygmat — przeczytała Maja, nachylając się bliżej. Jej głos zadrżał. — Tego nie było w żadnym materiale od dyrekcji.
Laura uniosła dłoń, chcąc dotknąć drgającego obrazu. W tej samej chwili całe piętro zamarło w czerwonym świetle alarmu. Z głośników odezwał się chłodny, beznamiętny głos:
— Nieupoważniony dostęp. Proszę natychmiast opuścić teren szkoły.
Kamil cofnął się o krok. Maja zamknęła dłoń na walizce tak mocno, że zbielały jej knykcie. Laura poczuła, jak serce przyspiesza jej do granic bólu. W korytarzu za drzwiami rozległy się ciężkie kroki. Ktoś szedł prosto w ich stronę.