Na pokładzie dryfującego Kronosa czworo młodych astronautów budzi się w ciszy, bez łączności i bez wspomnień o tym, co przerwało misję. Na ekranach pojawiają się obce znaki, a statek jakby sam czegoś szukał.
Kronos dryfował bezgłośnie na granicy światła i czerni, jakby ktoś porzucił go w samym środku pustki i nie wrócił po odbiór. Za grubymi iluminatorami gwiazdy wyglądały niewinnie, niemal pięknie, ale wewnątrz statku panował chłód, którego nie tłumaczyła sama awaria.
Max otworzył oczy pierwszy. Przez chwilę nie wiedział, gdzie jest, dopóki czerwone lampy alarmowe nie przecięły ciemności krótkimi błyskami. Gdy podniósł się z kapsuły hibernacyjnej, poczuł metaliczny smak w ustach i ciężar w płucach, jakby Kronos oddychał za wolno. Konsola przed nim pulsowała komunikatami w znakach, których nie potrafił odczytać.
Lena wybudziła się chwilę później i od razu zaczęła działać, bez pytań i bez paniki. Sprawdziła łączność, potem zasilanie, potem kanały awaryjne. Wszystko wracało do niej jak odruch, ale odpowiedzi były równie martwe jak cisza w słuchawkach. Nie odbierała żadna baza, żaden satelita, żaden statek w zasięgu.
Mia wyszła z kapsuły z dłonią od razu zaciskającą się na panelu przy pasie, jakby instynkt kazał jej szukać narzędzia, którego jeszcze nie znała. Kacper pojawił się ostatni, z wyraźnie nieobecnym spojrzeniem człowieka, który śnił coś zbyt długiego i zbyt ostrego, by od razu wrócić do rzeczywistości. Na moment wszyscy czworo patrzyli na siebie w milczeniu, czekając, aż ktoś pierwszy nazwie to, co wszyscy już czuli: coś było nie tak.
Kacper uruchomił mapę gwiezdną. Ekran rozjarzył się obcym układem konstelacji, przesuniętym o kilka stopni za daleko, by uznać to za błąd, i o kilka lat świetlnych za daleko, by uznać to za przypadek. Obok mapy pojawiły się symbole, poszarpane i geometryczne, jakby ktoś próbował mówić przez uszkodzony translator.
Wtedy statek wydał z siebie niski, pulsujący dźwięk. Nie był to alarm. Nie był to też szum instalacji. Brzmiało to bardziej jak sygnał, który ktoś celowo wysyłał przez kadłub, uderzenie po uderzeniu, z miejsca głęboko w strukturze Kronosa.
Główny ekran rozbłysnął nagle. Pojawił się na nim obraz planety otoczonej kolorowymi pierścieniami, tak wyraźny, jakby system właśnie wybrał ją z całego kosmosu i uznał za jedyną możliwą odpowiedź. Pod spodem migotał automatyczny komunikat lądowania.
Lena podeszła do iluminatora. W dalekiej czerni zauważyła ruch, powolny i ledwie uchwytny, ale zbyt regularny, by był złudzeniem. Coś tam było. Coś obserwowało Kronosa albo czekało na jego sygnał.
Na jednym z bocznych korytarzy drzwi otworzyły się z sykiem, którego nikt z nich nie uruchamiał. Z wnętrza statku dobiegł cichy, rytmiczny stukot, coraz bliższy i coraz wyraźniejszy, jak kroki kogoś, kto znał rozkład pokładu lepiej niż oni.
Max odruchowo cofnął się od konsoli. Mia wstrzymała oddech. A potem stukot zatrzymał się tuż za rogiem mostka, jakby coś stojącego po drugiej stronie właśnie wsłuchiwało się w ich strach.