Gdy rzeczy zaczęły mówić

Grupa licealistów odkrywa, że w szkolnej pracowni informatycznej przedmioty nagle przemawiają i zaczynają ujawniać sekrety miejsca, które znali aż za dobrze.

Wszystko zaczęło się w poniedziałek, tuż przed informatyką, kiedy sala nr 23 pachniała kurzem, nagrzanym plastikiem i czymś jeszcze, czego Eryk nie umiał nazwać. Stare komputery mruczały cicho pod ścianą, monitory migały ospale, jakby same miały dość tego poranka. Liceum imienia Marii Skłodowskiej-Curie nie należało do miejsc, które potrafią zaskakiwać. Ta pracownia pamiętała czasy, kiedy Windows XP uchodził za nowoczesność.

Eryk usiadł na swoim miejscu pod oknem, jak zwykle z rozpiętym plecakiem i słuchawkami zaplątanymi w kieszeni. Obok niego Julia już pisała coś na klawiaturze z miną kogoś, kto nie zamierza marnować energii na głupie pytania, a Mati rozsiadł się tak, jakby sala była jego prywatnym centrum dowodzenia i właśnie szykował się do wygłoszenia kolejnej teorii spiskowej. Wszystko wyglądało zwyczajnie. Zbyt zwyczajnie.

Eryk schylił się po kartkę, która spadła mu na podłogę. W tej samej chwili usłyszał szept tuż obok kolana.

Zamrugał. Rozejrzał się po klasie. Julia nawet nie podniosła wzroku, Mati grzebał w notatkach, a nauczyciel jeszcze nie wszedł. Eryk już miał wmówić sobie, że coś mu się przesłyszało, kiedy głos odezwał się znowu, wyraźniej, niż powinien.

Tym razem nie było wątpliwości. Dźwięk dochodził spod jego blatu. Eryk odsunął krzesło i nachylił się, wpatrując w plątaninę przewodów, kurz i zakurzoną obudowę komputera. Nic. Żadnego telefonu, żadnego żartu, żadnej ręki ukrytej pod ławką.

Wstał wolno i spojrzał w stronę metalowej szafy z częściami zamiennymi. Na jej drzwiach wisiała wyblakła kartka: Nie otwierać bez zgody nauczyciela. Gdy przechodził obok, zawias zaskrzypiał przeciągle.

Eryk zatrzymał się tak gwałtownie, że prawie wpadł na biurko. Serce zabiło mu mocniej. Przez chwilę miał ochotę po prostu wyjść z klasy i udawać, że niczego nie usłyszał, ale zamiast tego wrócił na miejsce i pochylił się w stronę Julii.

Julia spojrzała na niego z lekkim uniesieniem brwi.

Mati parsknął śmiechem i stuknął palcem w klawiaturę.

W odpowiedzi klawiatura pod jego dłonią wydała krótki, suchy trzask.

Mati znieruchomiał. Julia wypuściła długopis z palców. Eryk poczuł, jak po plecach przebiega mu zimny dreszcz. Z głośników, które jeszcze przed chwilą były martwe, popłynął niski, chropowaty głos.

W klasie zapadła cisza tak głęboka, że nawet wentylatory w komputerach zdawały się pracować ciszej. Na monitorze przy oknie zamigotał biały kursor, potem całe światło zgasło i wróciło jednym gwałtownym pulsem. Eryk patrzył na ekran, kiedy pojawił się pierwszy napis: NIE OTWIERAJCIE SZAFY.