W opuszczonym kinie „Pokój” Marta i Piotr znajdują klucz do zamkniętych drzwi. Za nimi czeka korytarz, którego nie powinno tam być, i portal, który zdaje się ich znać.
Marta i Piotr spotykali się w każdą środę wieczorem na dachu starego kina „Pokój”. Miasto leżało pod nimi w mokrym blasku latarni, a przez szczeliny w poszyciu dachu wpadało zimne powietrze i urywki odległych dźwięków. Budynek od lat stał pusty, a jednak nikt z okolicy nie potrafił przestać o nim mówić. Jedni twierdzili, że w środku są tylko gruz i szczury. Inni przysięgali, że za sceną ukrywa się przejście, którego nie da się znaleźć dwa razy pod rząd.
Marta nie wierzyła w takie historie. Do dziś.
Pod siedzeniem leżał zardzewiały klucz. Niewielki, ciężki, o ząbkach wyciętych w kształt labiryntu. Kiedy podniosła go z metalu ławki, przeszedł ją krótki dreszcz, jakby dotknęła czegoś, co było zimne nie tylko z powodu pogody.
Piotr spojrzał na przedmiot i uniósł brwi.
– Albo ktoś zgubił rekwizyt, albo właśnie dostałaś zaproszenie do jakiegoś bardzo dziwnego klubu.
Marta przewróciła klucz w palcach. Mrowienie wróciło, ostrzejsze niż przed chwilą.
– Sprawdźmy – powiedziała, zanim zdążyła się rozmyślić.
Zeszli z dachu po wąskich, skrzypiących schodach i przeszli na tył sali, tam, gdzie ciemność była gęstsza, a ściany pachniały wilgocią i starym tynkiem. Za sceną znajdowały się drzwi, których Piotr nigdy wcześniej nie zauważył. Metalowa klamka była lodowata. Klucz wsunął się do zamka z taką łatwością, jakby czekał na niego od lat.
Przekręciła go.
Coś głęboko w murze jęknęło, po czym spod drzwi wystrzelił pas białego światła. Przeciął kurz zawieszony w powietrzu i rozlał się po korytarzu za sceną, którego nie powinno tam być. Z wnętrza uderzył zapach ozonu i czegoś jeszcze, ostrego, metalicznego, niepokojąco obcego.
Na końcu korytarza pulsował owal światła. Nie stał spokojnie. Oddychał. Drgał. Jakby po drugiej stronie coś właśnie podchodziło bliżej.
Z ciemności dobiegł ich dźwięk, którego nie umiała nazwać. Może śmiech. Może płacz. A może echo ich własnych głosów, wracające z miejsca, którego nie było na żadnej mapie.
– Wchodzimy? – zapytał Piotr ciszej niż zwykle.
Marta chciała odpowiedzieć, ale drzwi za ich plecami zatrzasnęły się z hukiem. W tej samej chwili portal rozjarzył się tak mocno, że na ścianach pojawiły się cienie, które nie należały do nich. Jeden z nich poruszył się o sekundę za późno.
Marta zrobiła krok w stronę światła. I wtedy zobaczyła, że coś po drugiej stronie już na nią patrzy.