Przejście na trzynastym piętrze

Trójka nastolatków wchodzi na zamknięte trzynaste piętro opuszczonego wieżowca i trafia na coś, co nie powinno istnieć.

Deszcz walił w szyby opuszczonego wieżowca przy Wspólnej tak mocno, jakby ktoś próbował się do niego dobić. Karina pierwsza przecisnęła się przez uchylone drzwi awaryjne. Za nią weszli Szymon i Dawid, a ciężkie skrzydło zamknęło się z głuchym jękiem, odcinając szum ulicy. W środku pachniało wilgocią, kurzem i starą farbą. Ich latarki rozcinały ciemność, wyłuskując z niej połamane poręcze, spękane kafelki i numerację pięter, której ktoś dawno przestał pilnować.

— Jeszcze możemy stąd wyjść i udawać, że nigdy tu nie byliśmy — szepnął Szymon.

— Za późno — mruknęła Karina, ale sama ściszyła głos. — Skoro wszyscy mówią o trzynastym piętrze, to chcę wiedzieć dlaczego.

Windy nie działały. Musieli wejść schodami, po stopniach obtłuczonych i śliskich od wilgoci. Na jedenastym piętrze zatrzymali się przy uchylonym oknie. Miasto migotało pod nimi jak odległa, obca plansza. Na dwunastym korytarz był pusty, zbyt pusty; nawet ich kroki brzmiały tam, jakby nie należały do człowieka.

Na trzynastym piętrze cisza była gęsta i nienaturalna. Dawid pierwszy zauważył ślad na ścianie naprzeciw windy. Nie była to plama ani pęknięcie. Coś połyskiwało pod warstwą kurzu, jakby w tynku ukryto szkło.

— Widzicie to? — spytał.

Karina podeszła bliżej. Powierzchnia pod jej palcami była lodowata, a jednak lekko drżała, jak cienka skóra napięta nad czymś żywym. Z bliska wyglądała już nie jak ściana, tylko jak tafla ciemnego zwierciadła.

— To nie jest żaden ekran — powiedziała cicho.

Wtedy świat zadrżał. Żarówki nad ich głowami zamigotały, a odbicia w ciemnej tafli spóźniły się o ułamek sekundy, po czym zaczęły się zmieniać. Ich twarze rozciągnęły się w obcych, niewłaściwych kształtach, a za plecami Kariny pojawiło się coś, czego w korytarzu nie było.

Z głębi ściany dobiegł szept. Nie należał do żadnego z nich.

Mgła wypłynęła spomiędzy listw jak dym spod drzwi. W jej środku zarysowała się dłoń, długa i ciemna, wyciągnięta dokładnie w ich stronę.

Karina cofnęła się o krok, ale tafla zaświeciła bladozielonym światłem i nagle zrobiła się przejrzysta.

Po drugiej stronie ktoś stał i patrzył prosto na nich.