Przejście pod szkołą

Weronika, Kuba i Basia odkrywają ukryty portal w piwnicach starej szkoły. Gdy drzwi za nimi zaczynają się zamykać, muszą zdecydować, czy odważyć się wejść dalej.

Stara szkoła w centrum miasta od dawna wyglądała tak, jakby trzymała się na pamięć, z uporem i odrobiną wstydu. Tynk łuszczył się z fasady, na podwórku skrzypiały zardzewiałe huśtawki, a nikt już nie pamiętał, kiedy ostatni raz ktoś zaglądał do piwnic.

Weronika, Kuba i Basia akurat tam spędzali najwięcej czasu. Nie dlatego, że lubili szkolny zapach kurzu i mokrych murów, tylko dlatego, że w tej części budynku zawsze działo się coś dziwnego. Tego popołudnia, zaraz po historii, zamiast iść na autobus, skręcili w stronę zamkniętych drzwi pod salą gimnastyczną.

Weronika nie przestała myśleć o tym od wczoraj, od krótkiej rozmowy z woźnym, który mimochodem wspomniał o starych tunelach pod szkołą. Powiedział to tak, jakby chodziło o zepsutą lampę albo cieknący kran. Jednak w jego głosie było coś, co nie pasowało do zwykłej pogawędki.

W piwnicy panował chłód, który wchodził pod skórę. Telefonowe latarki wycinały z ciemności wąskie paski światła, pokazując odpadającą farbę, pajęczyny i rury oblepione kurzem. Basia szła pierwsza, bo tylko ona nie udawała, że to nic takiego.

Za starą szatnią zauważyli półotwarte drzwi. Za nimi zaczynały się wąskie schody w dół. Nie powinno tam nic być. A jednak było.

Na końcu schodów korytarz rozszerzał się w niską, ceglaną komorę. W jej środku drżała lśniąca powierzchnia, jakby ktoś rozpiął między ścianami taflę wody i zostawił ją w pionie. Nie odbijała światła. Ona je połykała i oddawała w bladoniebieskich pulsach.

Weronika podeszła najbliżej. Gdy wyciągnęła rękę, chłód po drugiej stronie uderzył ją tak nagle, że aż wstrzymała oddech. Kuba, chcąc sprawdzić, czy to nie złudzenie, dotknął powierzchni pierwszy.

Jego dłoń zniknęła w migotaniu aż po nadgarstek.

Basia cofnęła się o krok.

Chłopak spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami. Na jego twarzy pojawił się wyraz, którego Weronika nigdy u niego nie widziała. Nie strach. Raczej coś gorszego - zdziwienie zmieszane z zachwytem.

Wtedy za ich plecami rozległ się cichy zgrzyt zawiasów.

Drzwi, którymi przyszli, zaczęły się powoli zamykać, choć nikt ich nie dotknął. Błękitne światło zatańczyło po ścianach, a z wnętrza portalu dobiegł ledwo słyszalny szmer, jakby po drugiej stronie ktoś właśnie się odwrócił.

Weronika spojrzała na Kubę, potem na Basie. Za nimi kończyła się droga. Przed nimi drżało przejście, które nie powinno istnieć. I coś w jego świetle nagle poruszyło się, jakby czekało, aż zrobią następny krok...