Kacper i Lila odkrywają w starej bibliotece ukryte lustro, które nie odbija tego samego świata. Za jego taflą czeka coś, co obserwuje ich z drugiej strony.
Stara biblioteka miejska zawsze pachniała kurzem, mokrym papierem i czymś jeszcze, czego Kacper nie umiał nazwać. Dla większości ludzi była tylko zbiorem zbutwiałych regałów i skrzypiących schodów, ale dla niego i Lili stanowiła najlepszą kryjówkę w mieście. Tutaj nikt nie pytał, dlaczego wolą stare atlasy od telefonu i plotek, ani skąd biorą się ich rozmowy o miejscach, których nie ma na żadnej mapie.
Tego popołudnia Kacper schylił się w bocznym korytarzu po atlas, który miał leżeć na dolnej półce. Zamiast książki zauważył drzwi, wtopione w ścianę tak dokładnie, że mógł przysiąc, iż jeszcze wczoraj ich tu nie było. Zardzewiała klamka zacięła się przy pierwszym szarpnięciu, ale po chwili ustąpiła z cichym, nieprzyjemnym jękiem.
Za drzwiami znajdowała się mała sala, zimniejsza od reszty biblioteki. Na środku jednej ze ścian wisiało ogromne lustro w ciężkiej, posrebrzanej ramie. Tafla była idealnie gładka i czysta, zbyt czysta jak na miejsce, w którym wszystko oblepiał pył.
– To nie wygląda na zwykły magazyn – mruknęła Lila, wchodząc za nim.
Podniosła dłoń i musnęła ramę. W tej samej chwili światło przygasło, jakby ktoś przymknął nad nimi niewidzialne oko. Powierzchnia lustra zadrżała, a potem rozjarzyła się bladym, niebieskim blaskiem.
Kacper cofnął się o krok. W odbiciu nie było już biblioteki. Zamiast regałów zobaczył długi labirynt kamiennych przejść, poprzecinany smugami światła unoszącymi się w powietrzu jak żywe iskry. Lila stała obok niego, ale jej odbicie spóźniało się o ułamek sekundy, jakby nie należało do tego samego świata.
– Widzisz to? – zapytał, a głos ugrzązł mu w gardle.
– Tak… – odparła ciszej, niż zwykle. – Kacper, to chyba nie jest tylko lustro.
Przesunął wzrok niżej i wtedy serce uderzyło mu mocniej. W tafli nie widział już siebie. Stał tam ktoś bardzo podobny, w jego kurtce, z jego twarzą, ale z oczami świecącymi zimnym błękitem. Postać uniosła dłoń dokładnie tak samo jak on, tylko że z drugiej strony.
Nagle podłoga zadrżała. Z wnętrza lustra dobiegł niski puls, głęboki jak odległy grzmot. Powietrze w sali zakręciło się w nagłym wirze, a tafla rozjaśniła się tak mocno, że Kacper musiał zmrużyć oczy.
Lila zrobiła niepewny krok do przodu. Jej palce drżały, ale ręka wyciągnęła się w stronę lustra, jakby coś po drugiej stronie ją wzywało.
– Wchodzisz ze mną? – spytała, nie odrywając wzroku od migoczącej powierzchni.
Z głębi lustra dobiegł ich szept. Nie jeden głos. Kilka. I wszystkie mówiły jednocześnie jego imię.