Siedemnastoletni Alex wchodzi z Leną i Igorem do Żelaznego Lasu, gdzie metal, cień i cisza zaczynają łamać zwykłe prawa świata.
Alex szedł wąską ścieżką między drzewami, które nie tyle rosły, ile jakby stały tu od wieków wbite w ziemię. Kora miała kolor starego żelaza, liście szumiały sucho mimo bezwietrznej nocy, a powietrze pachniało rdzą i wilgocią. Żelazny Las od lat omijano szerokim łukiem. Nie dlatego, że był dziki. Dlatego, że ludzie wracali stąd z opowieściami, których nie dało się opowiedzieć do końca bez ściszenia głosu.
Alex nie wierzył w takie rzeczy. Lena i Igor też udawali, że przyszli tu tylko dla żartu, ale ich spojrzenia zdradzały coś innego. Wyszli zaraz po zachodzie słońca, minęli opuszczoną leśniczówkę i zardzewiałe tory wąskotorówki, które urywały się w gęstwinie jak niedokończona myśl. Alex niósł plecak z prowiantem, Lena starym zwyczajem trzymała przy sobie lornetkę, a Igor ściskał latarkę, która miała podobno działać nawet wtedy, gdy padną wszystkie baterie naraz.
Im głębiej wchodzili, tym bardziej las przestawał przypominać las. Światło latarki odbijało się od pni w dziwny, poszarpany sposób, jakby między nimi wisiała niewidzialna siatka. Cień nie leżał spokojnie na ziemi, tylko przesuwał się o ułamek sekundy za każdym ruchem. Alex poczuł pod skórą nieprzyjemne mrowienie, jakby coś obserwowało ich z samego środka ciemności.
Lena nagle zatrzymała się tak gwałtownie, że Igor omal na nią nie wpadł.
– Widzicie to? – szepnęła.
Pomiędzy drzewami majaczyło coś, co na pierwszy rzut oka mogło być kolejnym pniem. Ale ten kształt miał zbyt gładkie krawędzie, zbyt prostą sylwetkę i błysk, który nie należał ani do kory, ani do księżyca. Wokół jego korony pulsowały blade smugi światła, krążące wolno jak zamknięte w pułapce planety.
Igor ruszył naprzód, lecz Alex chwycił go za rękaw. W tej samej chwili z głębi lasu dobiegł dźwięk przypominający jednocześnie skrzypienie starych zawiasów i ciche, zbiorowe westchnienie. Ziemia zadrżała pod stopami, a latarka Igora zamrugała raz, drugi, po czym zgasła.
Przez sekundę panowała zupełna ciemność. Potem zza stalowego pnia wyłonił się cień. Był zbyt czarny, zbyt nieruchomy, jakby nie rzucał go żaden przedmiot, tylko sam las. W miejscu, gdzie powinny być oczy, płonęły dwa blade punkty.
Cień uniósł rękę i wskazał w głąb drzew. Tuż przed nimi ziemia poruszyła się cicho, odsuwając warstwę mchu, i otworzyła wąską ścieżkę prowadzącą tam, gdzie przed chwilą nie było nic. Alex spojrzał na Lenę i Igora. W tej samej chwili zrozumiał, że las właśnie odpowiedział na ich obecność.