Lustrzana przepustka do Krainy Cieni

Oliwia i Tomek znajdują na strychu babci lustro, które nie odbija zwykłego pokoju. Za jego taflą czeka obcy świat i ktoś, kto zdaje się ich wzywać.

Oliwia najbardziej lubiła strych babci, bo nigdy nie wiedziała, co tam znajdzie. Stare walizki, skrzynki pachnące kurzem, pożółkłe książki, a czasem coś, co wyglądało jak zwykły rupieć, dopóki nie wzięło się tego do ręki.

Tego popołudnia miała jednak pecha albo szczęście, bo na strychu był z nią Tomek. Wolałby siedzieć na dole z telefonem, ale mama kazała mu pomóc przy porządkach. Przewracał oczami na każdy kolejny karton, aż Oliwia odsunęła ciężki kufer stojący pod skośną ścianą.

Za kufrem było coś, czego nikt z nich się nie spodziewał: ogromne lustro w ciemnej, rzeźbionej ramie. Na drewnie wiły się dziwne znaki, jakby ktoś wyrył je paznokciem albo ostrzem noża. Rama była chłodna, a tafla gładka jak woda tuż przed deszczem.

— Patrz — szepnęła Oliwia. — To chyba jakiś napis.

Tomek podszedł bliżej, zmrużył oczy i nachylił się tak, że niemal dotknął szkła nosem.

— Eee… nie lubię tego — mruknął po chwili. — Przysięgam, coś się tam ruszyło.

— Co niby?

— Cień. Taki wysoki. Ale teraz go nie ma.

Oliwia nie odpowiedziała. Przesunęła palcem po zimnej powierzchni lustra i aż wstrzymała oddech. Odbicie zafalowało. Na moment ich twarze rozmyły się jak odbicie w kałuży poruszonej wiatrem.

— Zrób jeszcze raz — poprosił Tomek, już wyraźnie mniej pewnym głosem.

Dotknęła tafli drugi raz.

Lustro zadrżało.

W jednej chwili zamiast strychu zobaczyli inny świat: drzewa o szerokich koronach jak parasole, zielone niebo i ścieżkę, która znikała we mgle. Z głębi szkła popłynął cichy szept, tak delikatny, jakby ktoś szurał liśćmi po kamieniach.

Tomek ścisnął Oliwię za rękę.

— Widzisz to samo co ja?

Nie zdążyła odpowiedzieć, bo w lustrze pojawiła się smukła postać w ciemnej pelerynie. Jej oczy błysnęły złotem. Uniosła dłoń i wskazała najpierw na nich, potem na bramę stojącą między drzewami.

Tafla rozjarzyła się nagle tak mocno, że rodzeństwo aż cofnęło się o krok.

A potem z wnętrza lustra dobiegł ich głos, cichy i wyraźny:

— Wreszcie przyszliście.