Dwunastoletnia Lena znajduje na strychu babci niezwykłe lustro. Gdy dotyka tafli, wpada do świata pełnego szeptów, srebrnego pyłu i tajemniczej bramy, która zdaje się czekać właśnie na nią.
Lena od razu poczuła, że na strychu babci dzieje się coś dziwnego. Wąskie schody skrzypiały jak zwykle, pod butami chrzęścił kurz, a w powietrzu unosił się znajomy zapach starych książek i drewna. Tego dnia jednak coś przyciągnęło jej wzrok z samego końca pomieszczenia. W półmroku, między kufrem a stertą pożółkłych map, stało wysokie lustro z ramą zdobioną srebrnymi liśćmi.
Lena zatrzymała się w pół kroku. Przez tyle lat odwiedzin na strychu nigdy go tu nie było. Podeszła ostrożnie, omijając walającą się podłogą porcelanową lalkę bez jednego oka i stos książek, które chwiały się niebezpiecznie przy każdym ruchu. Tafla lustra była gładka i czysta, jakby ktoś przed chwilą starannie ją wypolerował. Lena spojrzała w swoje odbicie i zamarła.
Nie zobaczyła siebie. W miejscu jej twarzy wirował srebrzysty dym, który poruszał się, choć ona stała nieruchomo. Dziewczynka wstrzymała oddech. To musiał być jakiś żart, pomyłka albo dziwny stary mechanizm, ale zanim zdążyła odsunąć się o krok, jej palce same uniosły się ku szklanej powierzchni. Gdy dotknęła tafli, nie poczuła chłodu. Zanurzyła dłoń w czymś miękkim i drżącym, jak w wodzie.
Lustro pociągnęło ją mocniej, niż się spodziewała. Lena odruchowo chwyciła ramę drugą ręką, lecz srebrny blask otoczył jej palce i ścisnął je jak obca dłoń. Usłyszała krótki, urywany szept, tak blisko ucha, jakby ktoś stał tuż za nią. Potem strych zniknął.
Zamiast kurzu i skrzypiących belek zobaczyła świat, który aż pulsował od tajemnicy. Powietrze było gęste od szeptów, kolory płynęły w nim jak rozlane farby, a daleko przed nią majaczyły smukłe sylwetki stworzeń, których nie potrafiła nazwać. Pod stopami rozciągała się ścieżka wysypana srebrnym pyłem. Nad nią wisiała cisza, w której zaraz rozbrzmiał wyraźny głos:
Dziewczynka drgnęła i rozejrzała się gwałtownie, ale nikogo nie było widać. Wtedy ścieżka przed nią rozjarzyła się jeszcze mocniej, prowadząc do łuku zbudowanego z migotliwego światła. Z każdej strony słychać było szepty i krótkie, ciche śmiechy. Lena zrobiła niepewny krok naprzód, a wtedy tuż przy jej uchu odezwał się kolejny głos, niższy i poważniejszy od pozostałych: