Przez lustro Karoliny

Karolina odkrywa w starej szkole portal do równoległego świata. Gdy w korytarzu pojawia się obcy cień, lustro zaczyna pokazywać coś, czego nie powinno tam być.

Stara szkoła nigdy nie budziła w Karolinie zachwytu. Była po prostu częścią drogi z biblioteki do domu: wyszczerbione schody, skrzypiąca podłoga, lampy mrugające jakby same miały dość tego miejsca. Tego wieczoru coś jednak było nie tak. Na końcu korytarza, przy skrzydle, do którego uczniowie nie zaglądali od lat, drzwi stały uchylone, choć jeszcze chwilę wcześniej były zamknięte.

Karolina przystanęła. W plecaku miała tylko książki, zeszyt i latarkę, którą nosiła bardziej z przyzwyczajenia niż z odwagi. Zerknęła na wyjście, potem na Wafelka, kota, który plątał się przy jej nogach z miną kogoś, kto zawsze wie lepiej. Wafelek podniósł uszy, po czym nagle przemknął przez uchylone drzwi i zniknął w ciemności.

Ruszyła za nim.

Za drzwiami szkoła zmieniała się nie do poznania. Korytarz był węższy, cichszy, a ściany pokrywały mozaiki z zielonych i złotych płytek. Nie pamiętała, żeby kiedykolwiek je widziała. Zbliżyła się do najbliższej ściany i dotknęła jednej z płytek. Ta drgnęła pod jej palcem, jakby coś po drugiej stronie oddychało.

Zamrugała, myśląc, że to tylko zmęczenie, ale wtedy usłyszała kroki.

Ciężkie. Powolne. Coraz bliżej.

Karolina odwróciła się tak gwałtownie, że prawie upuściła latarkę. Korytarz za nią był pusty, ale dźwięk nie znikał. Niósł się ścianami jak ostrzeżenie. I właśnie wtedy zobaczyła lustro wiszące na końcu przejścia. Było stare, popękane i pokryte warstwą kurzu, a jednak w jego tafli nie odbijał się korytarz.

Zamiast tego migotało tam obce światło.

Karolina zrobiła krok bliżej. W lustrze pojawiła się twarz chłopca mniej więcej w jej wieku. Patrzył prosto na nią, jakby czekał od bardzo dawna. Uniósł dłoń i przyłożył ją do szkła z drugiej strony. Jego usta poruszyły się bezgłośnie, jakby chciał coś powiedzieć albo ją ostrzec.

Za jego plecami przesunął się cień. Potem drugi. Zbyt szybkie, zbyt nierówne, żeby należeć do człowieka.

Kroki za Karoliną ucichły.

Lustro zadrżało, a powierzchnia szkła pofalowała jak woda uderzona kamieniem. Chłopiec spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami i wyciągnął rękę jeszcze dalej, jakby za chwilę miał przebić się na tę stronę.

Karolina wstrzymała oddech.

I wtedy ktoś stanął tuż za nią.