Marta i Kacper znajdują w piwnicy starej kamienicy medalion, który otwiera przejście do obcego świata. Za progiem czeka ich coś pięknego, ale i niepokojącego.
Marta oświetliła latarką piwnicę, a żółty snop światła sunął po mokrej cegle, pękniętych rurach i stosach zawilgoconych gazet. Powietrze było ciężkie od kurzu i stęchlizny. Kacper stał bliżej ściany niż powinien, jakby coś po drugiej stronie mogło usłyszeć jego oddech.
W dłoni obracał okrągły medalion znaleziony na podłodze. Metal był chłodny, ale znaki wyryte na jego powierzchni zdawały się pulsować pod palcami.
— Spójrz na to — powiedział szeptem. — To nie jest zwykły wzór. Widziałem podobne symbole w książce o dawnych kulturach. Jakby ktoś zakodował tu instrukcję.
Marta nachyliła się bliżej. Jedna z run mignęła w świetle latarki, a potem rozległo się krótkie, ostre kliknięcie. Ceglana ściana zadrżała i zaczęła się rozsuwać, odsłaniając wąską szczelinę. Z jej wnętrza wypłynął blade, fioletowy blask, zimny i niepokojąco żywy.
Kacper uniósł wzrok. W jego twarzy mieszały się zachwyt i lęk.
— Wchodzimy? — zapytał.
Nie odpowiedzieli od razu. Zamiast tego zrobili ten sam, niemal jednoczesny krok naprzód. Za progiem nie było korytarza ani kolejnej piwnicy. Była kładka zawieszona nad bezdenną przepaścią, pod nimi wirowała czarna mgła przecięta srebrnymi smugami, a gdzieś daleko lśniły ostre szczyty i miasto zbudowane z kryształowych wież.
Powietrze pachniało obco, chłodno i słodko, jak lawenda zmieszana z czymś metalicznym. Marta zacisnęła palce na latarce. Kacper zrobił pół kroku do przodu, kiedy z mgły wyłoniła się wysoka postać o oczach pełnych gwiezdnego blasku.
Jej głos zabrzmiał nie w uszach, lecz wprost w ich głowach.
— Witajcie. Przekroczyliście bramę. Teraz świat po drugiej stronie wie, że tu jesteście.
Kładka zadrżała pod ich stopami. Z głębi przepaści dobiegł przeciągły, niski dźwięk, jakby coś ogromnego właśnie się obudziło.